już niedługo!!!! >> środa, 28 stycznia 2009 11:17:04


proszę, trochę czasu. usunę poprzednie notki. dodam nowe z nową historią. proszę o wyrozumiałość!!!

PS.osoby, które mają mnie w ulubionych proszę o kontakt. pilne.
komentarze [0]

Nie zapomnialam!! >> środa, 7 stycznia 2009 19:02:55


Stworzylam juz kilka notek na ten sam temat, ale troche inaczej przedstawiony. Dodam je jednak wszystkie dopiero, gdy je napisze. Wszystkie. Chce powiedziec, ze teraz nie pisze polskich znakow, poniewaz cos zrobilo mi sie z klawiatura.

Obiecuje. wroce. Co z tego, ze mylog robi duzo problemow. Obiecalam;P
komentarze [1]

To już jest koniec, nie ma już nic.... >> środa, 8 października 2008 21:33:37


Takie są słowa bardzo znanej piosenki.

Niestety, koniec bloga. Rzadko zaglądam, nie interesuję się już mylogiem. Wiem, że wiele osób z was jest zainteresowanym dalszym losem huncwotów i huncwotek w moim opowiadaniu, muszę zasmucić. Każdy z was na pewno zna dalsze losy ich wszystkich, choć nie koniecznie w tym opowiadaniu. Chciałam, żeby było oryginalnie. Chciałam.... Niestety, w tym przypadku powiedzenie: Chcieć to móc, nie sprawdza się.
Moje chęci zostały spisane w czterech kolejnych rozdziałach, lecz brakuje mi czasu i ochoty na napisanie czegoś konkretnego, ciekawego... Niestety.



To już jest koniec, nie ma już nic.
Jesteśmy wolni, możemy iść.

To już jest koniec, możemy iść.
Jesteśmy wolni, bo nie ma już nic



.......................


Może wrócę.......


komentarze [1]

14. Kobiety. Kto je zrozumie? >> piątek, 26 września 2008 20:25:09


Teraz coś dla wszystkich znajomych ze szkoły. Mam nadzieję, że notka była dawno oczekiwana i że nikt się nie przeliczył. Miłego czytania.

***********************

-Lily? Przepraszam…… Poniosło mnie…. Ja nie chciałam ci tego wszystkiego powiedzieć…. Ale po prostu….. Mam dosyć szkoły….. Prac domowych i tak dalej….
-Mary, nic się nie stało. A po za tym miałaś rację. Ja się naprawdę na ciebie nie gniewam. To ty powinnaś gniewać się na mnie!
- Naprawdę? To dobrze! Wiesz, co?
- Co??
- W Beauxsbatons mam przyjaciół. Wczoraj dostałam od nich list. Ellie za mną chce tu przyjechać, ale nie jestem pewna, czy ona chce tego na pewno. Co mam zrobić?
- Pozwól jej tu przyjechać. Przecież nie jest tu tak źle, prawda? – Lekko się uśmiechnęła i uścisnęła Mary.
- Masz rację. Niech przyjedzie. Możesz mi pomóc w eliksirach?
- Sorki, ale umówiłam się z Johnem.
- Kto to jest?
- John Primary z Ravenclawu. Siódma klasa. Coś jeszcze?
- No nie wiem….. Oceny, wygląd, charakter, przezwisko, czy go kochasz, jak się poznaliście, czy James nie ma nic przeciwko, czy jak z nim zerwiesz to mam u niego szanse, cz….
- Przystopuj, kobieto. No, więc Jo….
- Nie zaczyna się zdania od „no, więc”.
-Okey, okey. W takim razie Jo to jego przezwisko. Oceny od zadowalająco wyżej. Jest blondynem o niebieskich oczach, wysoki i szczupły, nie wyróżnia się niczym szczególnym nie licząc nie przeciętnej urody. Jest uroczy, inteligentny, odważny, męski, uczciwy, pewny siebie, uparty.
- A ty ślepo zakochana.
- Może. Nie skończyłam. Więc poznaliśmy się w bibliotece, kiedy odrabiałam eliksiry, a on podszedł i zapytał : Mogę się dosiąść?. Potterowi nic do tego, a ja nie mam zamiaru na razie z nim zrywać.
-Uhm….. James nie będzie zadowolony.
- No i?
- No i nic.
-No. Już myślałam, że masz jakąś podmyśl.
- A co to jest?
- To myśl, którą masz na końcu języka w moim własnym języku.
-Hm…. Musisz mi zrobić słowniczek.
- Dostaniesz na urodziny.
- Dobra.
- A…….. Kiedy masz?
- Co? – zapytała głupawo i spojrzała kątem oka na Lily.
- Urodziny!
- Aaaaaa…… Moje jedyne i niepowtarzalne urodziny są 27 maja.
- Uhm….. Masz je jeszcze przed sobą!
-Tak…..
- A co?
- Nie, nic …. Chodźmy teraz na lekcje, bo się spóźnimy.
- Co teraz masz?
- To co ty.
-Czyli….. – Chyba zapomniała….
- TRANSMUTACJĘ! – Ryknęły równo z dzwonkiem i migiem ruszyły korytarzem w stronę Sali numer pięć.

- Drogie panie, czy są panie świadome swojego spóźnienia? – McGongall jak zwykle była ostra i surowa, co nie uszło uwadze dziewczyn. – Jednak jest to wasze pierwsze przewinienie, więc ukarzę was tylko pięcioma ujemnymi punktami.
- Dziękuję pani profesor. – Powiedziała potulnie Lily i usiadła na swoje miejsce ciągnąc za sobą Mary.
- Teraz ćwiczymy zamianę wody w wino. Panno Evans, czy pani….. – A na te słowa Lily wyciągnęła różdżkę i skupiła się na szklance wody.
- Choose! - Szklana zadygotała i jej zawartość zrobiła się różowa.
- Dobrze, ale większa koncentracja, panno Evans. Ma wyjść wino czerwone. Mocno czerwone, wytrawne wino.
- Ma się rozumieć, pani profesor. – I bardzo skupiła się na wodzie, a McGongall usiadła przy swoim biurku. Po piętnastu minutach znów podeszła do ławki panny Evans i Malfoy. Przed osobą Evans stała pół-litrowa szklanka wytrawnego wina( Lily miała otworzony podręcznik na następnym rozdziale), a Mary miała wino różowe i słodkie.
- Panno Evans, właśnie zarobiła pani pięć punktów za dobrą pracę. Dla pani, panno Malfoy, dwa punkty.


- Jak one to robią? Choćby nie wiem co zrobiły i tak wyjdą na plus. – Marudził Syriusz siedząc już w swoim dormitorium. Po chwili naprzeciwko niego usiadł James i Remus, który zabrał głos.
- Teoretycznie to masz rację. Praktycznie……… To właśnie dziś straciły całe TRZY punkty…..
-Ej….. Mam pomysł. Wiecie, jak zepsuć im reputację? – Dodał swoje trzy grosze James.
- No, a co masz na myśli?
- Słuchajcie, gdyby tak wymyślić coś, co zepsuło reputację wzorowych uczennic Gryffindoru, to natychmiast byłaby sprawiedliwość!
- Jaki plan??


-Lilka…. – Powiedziała Scarlet siadając na łóżku przyjaciółki
-Co??
- Właśnie słyszałam chłopców. Oni chcą nas wkręcić w szarganie reputacji.
- Masz jakieś szczegóły? To by ułatwiło zadanie!
- Nie, gdy James zaczynał mówić szczegóły dostałam piłą w głowę. Nie pytaj skąd się wzięła piłka, bo nie wiem. Wiem tylko, że potem zostałam położona na kanapie, a wokół mnie był niezły tłumek osób.
- Jasne, jasne. Ale najważniejsze jest to, że mi powiedziałaś. Teraz będziemy przygotowane na każdą ewentualność. Uprzedźmy nauczycieli. Mam pomysł……… - Jak pomyślały, tak zrobiły. Od razu poszły do gabinetu z prośbą, by nauczyciele nie zwracali uwagi na zachowanie i wygląd Lily Evans, Mary Malfoy i Scarlet Harington na najbliższych lekcjach.


- Gdzie masz tę przeklętą kosmetyczkę, co? Należy się mocno umalować! – Krzyczała wściekła Lily. Mary była już gotowa, bo jej wprawa miała swój początek już w dawnej szkole. Scarlet też była gotowa. Po dwudziestu minutach poszły na lekcje pięknie ucharaktyzowane.

-Ej, czy twoja piękna Evansówna zwykle nosi krótką spódniczkę, na rękach ma łańcuchy, a jej bluzka jest bardzo skąpa? – powiedział pytająco Syriusz. Był jak zwykle zwrócony twarzą w stronę drzwi, a jego przyjaciele patrzyli na jego twarz ich nie widząc.
-Nie……. Ale co się dzie…. – Powiedział James i odwrócił się do drzwi. Ujrzał Lily, Mary i Scarlet. Lily miała czarne kreski na oczach, czarny tusz i czarny cień do oczu. Zamiast zwykłego mundurka miała na sobie krótką spódniczkę w szkodzą kratę, bluzka sięgała jej do pępka, na rękach nosiła ciężkie bransoletki z ćwiekami. –Wow!!! – Krzyknął i cicho gwizdnął. Lily prychnęła i usiadła na swoim miejscu, obok niej usiadła Mary. Scarlet lekko się zarumieniła i także usiadła na swoim miejscu.
-Eeeeeeeeeeeee….. Witam państwa! – Krzyknął dyrektor starając się nie zwracać uwagi na strój gryfonek, choć 2/4 huncwotów bardzo głośno „podziwiali” swoje koleżanki.- Dziś jest piękny dzień. Mam nadzieję, że nauka wyjdzie wam na dobre. Smacznego! – Śniadanie jak zwykle przebiegło w ogromnym hałasie. Dzisiejszym tematem rozmów był strój( i zachowanie!) dwóch dziewcząt prymusek i jednej pani prefekt.
Kobiety!
Kto je zrozumie??

komentarze [0]

13. praca domowa, dwa listy, śmierć... >> poniedziałek, 8 września 2008 19:47:40
Bez zapowiedzi. Zapraszam.

**********************

-Lily?
-Co?
- Zrobiłaś już pracę domową z astronomii?
-Tak, ale nie dam ci jej zrzynać, Mary. Trzeba było nie iść do Hogsmeade z Syriuszem!
-Och…. Rzeczywiście. Ale wiesz co?
- Co?
-Jesteś zazdrosna! – Mary prawie krzyczała. – Ty nie poszłaś z nikim i teraz się odgrywasz! Dobrze wiem jaka jesteś! Nie ukryjesz tego! Dlaczego nie możesz się z nikim umówić, Evans? Spójrz na siebie! Może czasami jednak nie będziesz myślała o sobie jak o ideale! Jesteś wstrętną egoistką! Naprawdę! – I wybiegła z PW zabierając ze sobą dość wypchaną kopertę. Po policzku Lily spłynęła łza.
Syriusz to idiota! Co on robi z normalnymi dziewczynami??

Sowiarnia. Mary usiadła na jednym ze schodków i wyciągnęła kopertę. Otworzyła i zaczęła czytać.

Droga Mary!
Bardzo za tobą tęsknimy. Daniel chce już jechać do ciebie, ale mówię mu, że spotkamy się w wakacje. Niech poświęci się nauce. Biedny chłopak. Usycha z tęsknoty, a ty nawet mu listu nie wysłałaś!
Wczoraj był bal. My, Twoi wierni przyjaciele, podpieraliśmy ściany. Nikt nie podszedł do mnie( a miałam na sobie tą sukienkę, którą kupiłyśmy razem!), ale Sara była po balu bardzo zmęczona. Daniel zaprosił jakąś laskę z piątego roku, ale to nie to samo, co z Tobą.
W szkole odczuwa się twój brak. Uśmiech jest na zbyt wielu twarzach, śmiech towarzyszy mi na każdej przerwie. Staram się podzielać ich nastrój, ale na razie mi to nie wychodzi. Za dużo myślę o Tobie.
Ta nowa z wymiany, Marie, to straszna kujonka. Ciągle się do nas nie odzywa, a jak coś powie, to tylko coś obraźliwego. Nie lubię jej. Dumna, wstrętna i zarozumiała. Nie wiem, jak możesz wytrzymać w Hogwardzie. Ona mówi, że miała tam wielu przyjaciół. Już ja sobie wyobrażam, jacy oni są!
Tydzień temu( a potem codziennie) miałam szlaban. Uwzięli się na mój makijaż i łańcuchy. A co im to przeszkadza? Odkąd nie ma Cię w szkole, jest bezpieczniej i bardziej nudno. Mam dosyć! Po co jechałaś na tą wymianę? Żałuję, że nie mogę popłakać ci teraz w ramię.
Wspomniałam ci już może w innym liście o tym, że mnie też chcą wysłać do Hogwartu? Mówią, że mam jeszcze okres próbny do końca lutego. Nie wiem, czy po prostu się poddać i zakończyć bunt. Jak jest w Hogwardzie? Można wytrzymać?
Chcesz, bym przyjechała do Ciebie?
Zawsze kochająca, Ellie.


Mary pogrzebała w kieszeni. Znalazła pióro i rolkę pergaminu. Ma teraz do kogo się wyżalić. Wytrzyma. Ale niech Ellie nie przyjeżdża. To nie na jej nerwy.

Kochana Elizabeth!
Też tęsknię. Mam dosyć tych dowcipów robionych przez uczniów i moich współlokatorek. Wyobraź sobie, że w jednym pokoju jest aż pięć osób! Jest tylko jedna łazienka, mamy posiłki w jednej( całą szkołą!) stołówce, a biblioteka ma bardzo małe wyposażenie.
Wyobraź sobie, że zakochałam się. Nazywa się Syriusz Black. Jest dobrze zbudowany, oczy ma stalowe, włosy są czarne i sięgają mu ramion. Ale przez niego pokłóciłam się z jedną z najfajniejszych osób – Lilyann Evans. Jakby było jeszcze mało, ona rozpoczyna łańcuszek reszty mojego domu. Ale Ty nie wiesz, co to jest dom! Otóż, w Hogwardzie są cztery domy – Gryffindor, Slythetin, Ravenclaw i Huffelpuff. Ja trafiłam do Gryffindoru. Mamy czerwono-żółty kolor, a naszym godłem jest lew. Nie wiem, dlaczego tu trafiłam. Symbolami Gryffindoru jest męskość, odwaga i prawość. Ja mam tylko odwagę.
Chyba nie powinnaś przyjeżdżać do Hogwartu; to nie na Twoje nerwy. Są ostrzejsze szlabany, na lekcji jest większy poziom, a ludzie są bardzo wyniośli i zarozumiali. Bardzo trudno się z nimi zaprzyjaźnić. Udało mi się nawet uśmiechnąć! To wszystko przez nich! Mam czasami wrażenie, że nie pasuję do ich środowiska, coraz bardziej odstaję. Syriusz był przyczyną kłopotów, a ja później eksplodowałam wyrzutami. Nie potrafię się do nich przyzwyczaić, nawet nie próbuję. To nie jest też na moje nerwy. Naprawdę.
Mam nadzieję, że nie powiesz o tym Danielowi. Biedaczek, będzie miał złamane serce. Postaram się napisać mu list. Wtedy mu wszystko wyjaśnię. Albo po prostu wspomnę mu o Blacku delikatnie. Jak na mnie przystało – walnę prosto z mostu.
Siedzę teraz samotnie w sowiarni. Odpowiadam na Twój pokrzepiający list wylewając w niego wszystkie swoje smutki. Ale to nie to samo, co rozmowa w cztery oczy. Bardzo za Wami tęsknię! Co robicie za tydzień( 21 lutego)? Mam pomysł. Przez proszek Fiuu porozmawiamy razem. Okey?
Całuję i ściskam każdego po kolei,
Mary Malfoy.


Tak…. Ona nie jest taka. Nigdy taka nie była. Zazdrosna? NIE! Egoistka? Nie, to nie ona. Względne idealizowanie jej charakteru jest tylko od zewnątrz, bo wewnątrz jest nieśmiałą istotką oczekującą odrobiny zainteresowania. Dlatego zachowuje się tak, a nie inaczej. Nie lubi pokazywać innym swojego wnętrza.
Ale jest ktoś, kto potrafi odsunąć jej zewnętrzną zasłonę. Ktoś, kto jakimś sposobem odsunął na boczny tor jej zachowanie i spojrzał głęboko w serce, a tak bardzo nie chciała go dopuścić. Tak się nie stanie.
Przecież go nie kocha.
Przecież nic ich nie łączy.
Przecież mają dwa różne światy.

Postanowiła. Od dziś schowa do kieszeni dumę i egoizm, a wyjmie swój kobiecy czar, odwagę i wyobraźnię. Połączy to z inteligencją i sercem tak, aby wszystko wypełniło swoje przeznaczenie. Da szansę Potterowi i reszcie huncwotów.

-Nowe wspomnienia i historie, co?
- Tak…. Nowe. Ale wolałbym, gdyby już było po wszystkim.
- Po czym?
- Po historii z Mrocznym Znakiem. Piecze. Boli. Nie lubię, jak mnie wzywa. Co to za przyjemność?
- Bo On może cię wezwać. Możesz stanąć z nim twarzą w twarz…. I godnie wypełniać jego rozkazy.
-Phi! Ja tam wolę działać na własną rękę.
- Giń i smaż się w piekle, głupcze! Avada Kedavra! - Ciało mężczyzny po czterdziestce osunęło się na podłogę po zderzeniu z zielonym światłem. Teraz czeka go lepsze życie gdzieś, gdzie nie ma już Voldemorta. Tak…….

-Drodzy uczniowie! Chciałbym was poinformować, zanim zrobi to Prorok Codzienny, że wczoraj w naszej szkole zginął człowiek. Był on szpiegiem między Zakonem Feniksa, a Voldemortem. Zginął odchodząc od śmierciożerców. Ta historia ma przesłanie! Nie dołączajcie do Voldemorta! Nie pomagajcie mu! Pamiętajcie, choć Evan Fillmore poświęcił swoje życie dla dobra i zła jednocześnie, wy możecie być dobrzy! Bez czarnej magii i klątw! Bez śmierci i krzyków! A teraz możecie jeść kolację. – Cisza na Sali. Nikt się nie odezwał. Śmierć była jednym z przedmiotów zastraszania. Ale on, James, wydział tego człowieka i jego śmierć spod peleryny-niewidki. Lucjusz Malfoy zawsze był bezwzględny i głucho oddany swemu panu…. Zawsze o tym wiedział. Tak, ale to jest naprawdę straszne…..

komentarze [2]

12. Nabór do drużyny, wstęp do walentynek..... >> środa, 20 sierpnia 2008 12:05:55

Przez miesiąc się nie odzywałam. Chciałam napisać, ale nie miałam zasu. Obóz, pobyty u babci i za granicą nie dały mi tej szansy. Chciałam dodać tę notkę dopiero 1 września. Nie wytrzymałam i dodaję ją dzisiaj.

Choć krótka to i tak ma dedykację.

Dla całej 2c i znajomych z byłej 6a. Może się wkrótce wszyscy spotkamy.....

**********************************

Dnie mijały i nastał luty. Pokój Wspólny Gryffindoru był udekorowany informacją:

UWAGA!!!
Dnia 13 lutego( sobota) o godzinie trzynastej odbędzie się NABÓR DO DRUŻYNY QUIDDITCHA! Prosimy o przyjście tylko najlepszych zawodników.
Kapitan drużyny,
James Potter.


A dziś właśnie była sobota. 13 lutego. Nabór.

Syriusz – obrońca. James – szukający.
- Ej, ludzie! Na miotły! – Krzyknął kapitan i cztery tuziny uczniów uniosło się w górę. Połowa z nich natychmiast spadła z miotły, ale reszta dobrze utrzymywała się na miotle.
-Bardzo dobrze! Osoby, które spadły z miotły proszone są o opuszczenie boiska. Do reszty zawodników: potrzebujemy pałkarzy i ścigających. Obrońcą jest Syriusz Black, a szukającym jestem ja. Chętni na stanowisko ścigających na lewo, na pałkarzy na prawo. – I tak grupa podzieliła się na równą połowę. Wszystkich zawodników, którzy mieli jakieś szanse było 24.

- Będę sprawdzać teraz ścigających. Niech pałkarze usiądą na trybunach i mogą w ciszy obserwować sprawdzian.
Ścigający! – Wrzasnął, a oni natychmiast umilkli. – Macie trzy szanse. Macie strzelić gola Syriuszowi jednocześnie uważając na tłuczek. Ja będę mieć pałkę. Obserwujący proszeni są o wyciągnięcie różdżek i skierowanie ich na tłuczek, bo, jak wiadomo, jest on nieprzewidywalny. Kto pierwszy? – Po minucie przepychania z tłumu wyszła dziewczyna. – Mary? Ty? No dobrze. Na miotły.

Wystartowali. Mary przejęła kafla i od razu skierowała się w stronę pętli. Z cudem unikając uderzenia tłuczkiem strzeliła gola, a Syriusz cicho zaklął pod nosem. Mary strzeliła drugiego, a Łapa wziął się w garść.
Mary zaczęła kręcić koła wokół pętli, a Syriusz obserwował ją uważnie. James odmierzył pałką w tłuczek i wysłał go w stronę dziewczyny. Ona wyminęła go zgrabnie i strzeliła trzeciego gola.
Psia kość
-Następny! – Następną osobą okazała się postać wysokiego blondyna z siódmej klasy. – Jak się nazywasz?
- Frank Longbottom.
- Dlaczego chcesz być w drużynie?
- Bo uważam, że to może być niezłe doświadczenie.
- Na miotłę, Frank. – Chłopak wsiadł na miotłę i po pięciu minutach skończył trafiając wszystkie trzy gole.
-Następny! Witaj Melodie! Dlaczego w tym roku do drużyny?
- Bo to moja pasja. Przecież to wiesz, James.
- Na miotłę. – Po godzinie udało się wyłonić wszystkich ścigających, a wybranymi zostały tylko pierwsze trzy osoby.
- No dobra. Możecie iść. Melodie, Mary i Frank. Możecie zostać do końca? Chcę później zrobić spotkanie drużyny.
- Okey. –Odpowiedzieli wszyscy troje i usiedli na trybunach.
- PAŁKARZE! – Zagrzmiał James, a oni ponieśli się i podeszli do Rogacza. – Sprawdzian będzie się odbywać w ten sposób. Macie wziąć pałki w ręce i odbijać tłuczki w moja stronę. Jeśli ktoś mnie trafi, ma zapewnione bycie w drużynie. Oczywiście, Syriusz mnie zaraz wyleczy. Prawda?
- Tak, jasne.
- Zaczynamy.

Po kolejnej godzinie wyłonieni zostali dwaj pałkarze : Wiliam Hard i Harry Frez. Oboje wykazali ogromną taktykę i udało im się zrzucić Rogacza z miotły. Po prostu byli najlepsi.
- Ścigający! Pałkarze! Obrońca! Wszyscy do mnie! – Drużyna zebrała się natychmiastowo wokół kapitana. – Słuchajcie. Co roku Gryffindor zdobywał puchar. Chcę, by ta tradycja się nie zmieniła. Wiem, że to będzie lepsza drużyna niż w zeszłym roku. Mam rację? – I po wzniesieniu kilku okrzyków: Gryffindor rządzi!; rozeszli się do swoich prywatnych spraw.

- I jak?
-Dobrze, Lily, dobrze.
- Dostałaś się?
- Dostałam.
- Ale jakieś szczegółki?
- Brak.
-Na pewno nie!- Krzyknęła Scarlet, a Lily spojrzała Mary prosto w oczy.
-Dobra, już dobra. Ścigającym jestem ja, Frank Longbottom i Melodie Arbackle. Pałkarzem jest Will Hard i Harry Frez.
- A jakieś zaproszenia na Walentynki?
- Nie…. Na razie…..
- No to, stara, masz jeszcze cały wieczór, by się z kimś umówić. A ty Scarlet? - Powiedziała Lily uśmiechając się złowieszczo.
- Idę z Markiem Dołohowem.
- To ten ślizgon o blond włosach i czarnych włosach, o porcelanowej cerze pochodzący z Bułgarii? Nasz rówieśnik?
- Tak, on.
- To jest ŚLIZGON!
- Ale nie przejawia żadnych wrogich zamiarów do mugoli, ani do Gryffindoru. Jest wspaniały!!!
-Uhm…. Zobaczysz, jeszcze się na nim przejedziesz! – Krzyknęła Mary i wyszła na spotkanie z Syriuszem. Uściskali się jak na parę przystało i znów Mary usiadła na sofie w PW.
-Eeeee…. Mary? – Syriusz nie zwracał szczególnej uwagi na resztę dziewczyn w pobliżu.
-Co?
-Możemy już iść do Hogsmeade?
- Tak, jasne. – I wyszli, a Lily wraz ze Scarlet ze śmiechem zaczęły się skradać za nimi rzuciwszy na siebie uprzednio zaklęcie kameleona.

komentarze [5]

11. Rozum-serce, rozmowa, Potter&Black&Snape, szlama >> wtorek, 22 lipica 2008 11:29:02

Miłego czytania!

Z dedykacją dla wagarowiczów.

*********************

Ciekawa konwersacja. Lily uwielbia rozmawiać w serii rozum-serce. Wyciągała wtedy dobrą odpowiedź na każde pytanie i dochodziła do prawidłowej odpowiedzi.
Głupi, nadęty, egoistyczny Potter!
Ale ma ładne oczy……
Egoistyczny dupek!
Przystojny i wysportowany… Kochany…..
Nie kocham go!
Przyznaj się.
Nie kocham! To Potter! Nigdy nie będę……
Bądź gotowa na tę przygodę.
Nie będę, nie chcę, nie będę, nie chcę!!!
Kochasz go i przyznaj się do tego!
Nie kocham, Ja go nie znoszę!


-Jak myślisz? Czy Ja powinnam jej o tym powiedzieć? – Mary gorączkowo zakochana, jak nigdy.
- Nie wiem. Może na razie nie…… - Odpowiedziała Scarlet uśmiechając się lekko.
- Wyśmiewasz się ze mnie! Wiesz, co?
- Tak…. No bo wiesz… Jak przyjechałaś to byłaś strasznie smutna i ponura. Potem przyłączyłaś się do nas, a później zaczęłaś się śmiać i uśmiechać. Poczekaj na przebieg losu.
- Chyba masz rację.
- Na pewno mam rację, Mary.
- Zgadzam się. – I pomaszerowały zgodnie na eliksiry.

Pierwszy lutego. Śniegu było niewiele, niebo było bezchmurne. Piątek, już po lekcjach. Lily siedziała pod swoim ulubionym drzewem w swoim ulubionym miejscu myśląc o minionym tygodniu. O Dniu Ognisk i o odjętych 5 punktach za nie uważanie za lekcji.
-Ej, Evans! – Jakaś dziewczyna podeszła do Lily trochę ją interesując.
-Co? –Zapytała z rozmarzonym wzrokiem kierując go w stronę jeziora.
- Jesteś wołana przez Severusa. Teraz, przed wejściem na błonia.
- A ty kim jesteś? – Została sprowadzona na ziemię przez imię dawnego przyjaciela.
- Marcy McDonald. Ślizgonka.
- A rok?
- Czwarty.
- Lily Evans, gryfonka, szósty rok. Miło cię poznać. – Wyciągnęła do niej rękę, lecz Marcy spojrzała na nią z odrazą i odeszła mrucząc coś o szlamach i śmierdzącym Gryffindorze.
-Ech…. – Lily wstała i poszła w stronę Snape’a.


-Lily….. Myślałem…… - Zaczął niepewnie Sev.
-Gratuluję. – Powiedziała oschle.
- Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi!
- Jesteśmy przyjaciółmi, ale nie lubię kilku typów, z którymi ciągle łazisz! Wybacz mi, ale nie cierpię Avery’ego, Mulcibera, Malfoy’a i Black! Co ty w nich widzisz, Sev?
- Ale, Lily…..
- Bawisz się czarną magią nie przejmując zdrowiem innych! A może chcesz dołączyć do Sam-Wiesz-Kogo?
- Tak, ale Ja nie pastwię się nad pierwszakami…..
- Co masz na myśli?
-Potter! On dowala się do ciebie! A on wcale nie jest…. Wszyscy myślą…. Wielki mi bohater…. Czempion quidditcha….. – Wyrzucał z siebie urywane słowa, gorycz i złość tak nim owładnęły, że nie potrafił sklecić zdania. Brwi Lily unosiły się coraz wyżej.
- Wiem, że Potter jest zarozumiałym palantem. Nie musisz mi tego mówić. Ale Avery, Malfoy, Mulciber…. Oni są źli, Sev. Nie rozumiem, jak możesz się z nimi zadawać.
- Lily! – Ale dziewczyna odwróciła się i, zatajając łzy, odeszła do swojego drzewa.


-Smarkerus! Jak miło!
- Black! Potter! Co za niespodzianka…. – Chłopak zauważył jak Snape patrzy za odchodzącą Rudą. – Co ty chciałeś z nią zrobić?
- Spadaj, Potter do swojego śmierdzącego Gryffindoru.
-Ktoś tu chyba musi sobie przypomnieć, kto jest górą. Remus?
-Teren czysty. Nauczyciele w gabinetach. Można łamać regulamin – Stwierdził ponuro Lunatyk, a Rogacz i Łapa wyciągnęli różdżki.
Rozległ się krzyk i ciało Severusa powędrowało w górę.
- Ej, huncwoci! Zobaczymy dzisiaj jakie gacie ma Smarkerus? Jak w piątej klasie! – Krzyknął James śmiejąc się złośliwie.
- Opuść mnie natychmiast, Potter! – Ale jego krzyki wywołały tylko kolejne śmiechy ze strony huncwotów. James do niego podszedł i jakby nigdy nic się nie stało ściągnął mu spodnie.
- Powieś sobie tutaj, Smarku. I pamiętaj, nie zbliżaj się do Evans!
- Do tej szlamy? – Oberwał zaklęciem w policzek. – Odczep się, Potter.
- Nie mów o niej szlama! – I odeszli zostawiając Snape’a bez spodni.

-James! Po co wziąłeś te śmierdzące spodnie?
- Powiesimy je na Bijącej Wierzbie. Może je sobie znaleźć i zabrać. – Śmiech. Pełno śmiechu…..
- Niezły pomysł. – Zrobili tak, jak chciał.

Ponure lochy przybrane w kolory śmierci. Czerń panowała wszędzie, jednak lochy była oświetlona zielenią budzącą grozę. Zielenią Slytherina. W Pokoju Wspólnym Slytherinu panowała atmosfera tajemniczości i wrogości. Każdy był sobie nieprzyjacielem.
-Ej, Snape. Przesuń się. Wychodzę. – Dziewczyna przebrana w czarną szatę z kapturem popchnęła silnie chłopaka o tłustych włosach. Tak, że się przewrócił.
A ona wybuchnęła śmiechem.
- Uważaj, gdzie stajesz, Snape. Następnym razem może uda ci się zepsuć pomnik samego Salazara. – I odeszła, a jej szata powiewała przy każdym kroku.
Złowieszczo.
-Spadaj, Narcyzo. – Mruknął i wstał z podłogi otrzepując się z kurzu. Skrzaty domowe nie lubiły tu przychodzić.- Jak ja nie lubię obojętności.



Zielone światło cudem przedostawało się przez maleńkie okna PW ślizgonów, jednak ów pokój był dobrze oświetlony. Sztucznie, ale oświetlony. Na ścianach wisiały portrety znanych Ślizgonów napawając się swoją sławą i pusząc się dumą.
Przeklęty Slythetin
Myśli Severusa odpływały w stronę Gryffindoru, do Lily Evans. Nie zauważył, jak jego przyjaciele targają go za ramię, próbując przywrócić go do rzeczywistości.
-Snape. Obudź się. – Powiedział Malfoy. –Rany, ile ten gość może myśleć. Czy mu nie wystarczą lekcje?
-Nie wiem, stary, ale chyba nie. Snape! – Głos Yaxley’a obudził go ze świata marzeń.
- Co chcecie?
- Muszę zrobić referat na transmutację dla tej wyleniałej kocicy. – Powiedział Malfoy i pomógł Severusowi podnieść się z kanapy.
W końcu jest starszy
- Nie pomogę ci. Wiesz, co o tym myślę.
- Mam namyśli coś innego. Gdzie jest Narcyza?
- Wyszła. Czarny Pan ją wezwał, bo była ubrana w szatę śmierciożercy.
- A Ja? – Zapytał dziwnym głosem.
Był zazdrosny



komentarze [3]

10. Dzień Ognisk, zakład, parasolki przeznaczenia. >> piątek, 11 lipica 2008 12:04:13
Cześć wam! Notki nie było miesiąc, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie, bo oto pojawia się...................... NOWY ROZDZIAŁ!( I tu ma się roznieść krzyk radości;P ) Specjalnie dla rogacz-i-ruda pojawia się luźny, dla niektórych romantyczny wątek. Zapraszam do czytania!
PS. Notka z dedykacją dla moich znajomych, z którymi spędziłam wspaniałe dwa tygodnie na Krecie.

*****************************

- Moi drodzy! Jak wiecie, dziś jest Dzień Ognisk w Hogsmeade. Niestety, przez prawo narzucone przez ministerstwo, mogą się tam udać tylko szóste i siódme klasy. Nauczyciele będą tutaj pilnować porządku, więc proszę o ogólny porządek. Zapraszam na obiad! - Na stołach pojawiły się potrawy, a uczniowie zaczęli jeść.

- Lily? Idziesz na imprezę? - Zapytała Scarlet. Mary już dawno przestała spędzać czas w dormitorium sama i teraz znów poszła gdzieś łamać regulamin.
-Nie wiem. Chyba tak. A co?
- No, bo jest zimno... I Będzie tam Potter....... Jest zimno......
- Dobre argumenty! Ale co może mi zrobić Potter?
- No bo chodzi o to, że....
- Tak?
- James zdobył jedną z pięciu Parasolek Przeznaczenia. One działają tylko i wyłącznie w Dzień Ognisk.
- A co ona takiego robi, co?
- Ja ty i on staniecie pod tą samą parasolką, a ona, czyli parasolka, zacznie sypać cukrowymi serduszkami, to będzie znaczyć, że jesteście sobie przeznaczeni. Musisz mu pokazać, że nie będziesz z nim!
- CO? Parasolka? Przecież nie będzie padać!
- No, to spójrz przez okno. – Lily wyjrzała przez okno i zobaczyła czarne chmury niosące deszcz.
- Na gacie Marlina! Zostaję! – Krzyknęła Ruda i położyła się na łóżku. – A tak chciałam to zobaczyć….
- To teraz słuchaj. Istnieje też coś takiego jak Zaklęcie Cofania, które jest antidotum na tą parasolkę. Musisz je znaleźć. A nie! Już wiem!- Wygrzebała jakąś książkę z kufra. – Babcia mi ją przysłała na urodziny w zeszłym roku. Przeciw działania na przesądy. Zaraz znajdę rozdział o tych parasolkach…. O jest. Słuchaj.
Parasolka Przeznaczenia jest czerwona z czarną rączką w kształcie różdżki. Pomoże ci znaleźć wybranka/wybrankę swojego serca. Jeśli jednak nie chcesz być z daną osobą, która posiada rzadką Parasolkę Przeznaczenia musisz nauczyć się Zaklęcia Cofania.
Zaklęcie Cofania jest zaklęciem bardzo skomplikowanym. Należy wypowiedzieć formułkę: Finite umbrella snax; i dotknąć różdżką Parasolki.

- No, to teraz muszę się tego nauczyć. Jak to leciało?
- Finite umbrella snax. Ale musisz być ostrożna. Tu jest napisane, że niepoprawnie wypowiedziane zaklęcie może spowodować pojawienie się drugiej parasolki znajdującej się najbliżej i dwojenie jej siły przeznaczenia. Wtedy dane osoby zejdą się ze sobą jeszcze w jednym tygodniu.
- No, to pięknie. Tak strasznie się cieszę…. – mruknęła Ruda i zaczęła powtarzać Zaklęcie Cofania. Musi je zapamiętać, musi je zapamiętać, musi je zapamiętać…………..

Piękna noc. Na niebie na razie kłębiły się chmury, lecz nie padał deszcz. Unosiła się lekka mgła, lecz czarodzieje oczyścili z niej wioskę.
James wyszedł ze szkoły. Miał w ręku czerwoną parasolkę z czarną rączką przypominającą różdżkę. Parasolkę Przeznaczenia. Zauważył rudą dziewczynę i pobiegł za nią.
- Lily? – Gdy dziewczyna odwróciła się dodał: - Zaprowadzę cię, dobrze?
- Tak, dobrze, Potter. – A James rozpromienił się. Zaczęło padać.
- Schowamy się pod parasolką. – Rozwinął się, Lily natychmiastowo wyciągnęła różdżkę
-Finite umbrella snax! - Parasolka zmieniła swój kolor na czarny, a rączka zrobiła się normalna. – Możemy iść.
-Zniszczyłaś ją!
- A ty chciałeś, żebyśmy byli sobie przeznaczeni. Nie chcę zepsuć sobie swojego życia przez ciebie. – Oskarżycielsko dźgnęła go palcem i odeszła strasznie moknąc.
- Czekaj! I tak cię odprowadzę! – Chciał za nią biec, lecz ona zniknęła już za zakrętem.

Głupek, idiota, debil, down, świnia bez serca, Gumochłon……- Mokra bez wyjątków nawet na bieliźnie Ruda w końcu dotarła do Hogsmeade. Nienawidzi go, nie kocha tym bardziej.
Gdy dotarła do wioski zauważyła, że jest ona otoczona linią powstrzymującą opady atmosferyczne. Na rynku było sześć wielkich stosów suchych(!!!) gałęzi. Wokół nich było mnóstwo czarodziei ubranych w kolorze ognia.
Dziewczyna zauważyła swoją najlepszą przyjaciółkę z blondynką. Rozmawiały i śmiały się, a przypatrywało im się coraz większe grono wielbicieli. Ruda podeszła do nich.
- Cześć. Która godzina? – Zapytała i uśmiechnęła się lekko potrząsając włosami. Z tyłu rozległy się ciche westchnienia wielbicieli.
- Piąta czterdzieści pięć. Chodźcie, znajdziemy sobie chłopców na zabawę. – Powiedziała Blondynka.
-Mary! – Krzyknęła Lily, trochę oburzona.
-Co? W mojej rodzinie niedopuszczalne jest, żeby dziewczyna szła sama na imprezę.
- Jasne….
- No dobra, zmyśliłam to. Ale zobacz ile tu chłopców!
-Ech….. Chyba trzeba cię nauczyć niezależności…. – Mruknęła Ruda. – Ja na przykład wybieram tylko inteligentnych, nie za bardzo przystojnych i w moim wieku lub o rok starszy. – Dodała i usiadła na jednej z ognistych ławeczek. Zamiast zwykłych podpórek miała zimne płomienie nikomu nie robiącymi krzywdy.


Padało, jednak we wiosce nie było mokro. Sześciu czarodziejów podeszło do stosów drewna, by równo z zegarem podpalić je.
Rozbłysły płomienie oświetlając wszystkich wokół. W oczach chłopaka odbiły się kolory ognia, a jego przyjaciel głośno wciągnął dym w nozdrza.
- Pięknie tu. Uwielbiam zapach dymu. – Powiedział Syriusz. – Mało kiedy można się wyrwać.
- Masz rację. Tak tu spokojnie…. A wiesz, co jest dziwne?
- Nie. – Nigdy nie lubił się w to bawić. Nie lubił zagadek…
- Nawet nie chce mi się psuć tego spokoju…..
- Chyba masz rację. Zbyt spokojnie tu. Patrz! – Wyciągnął rękę w stronę trzech dziewczyn. Stały tam blondynka, ruda i szatynka wspólnie rozmawiając i śmiejąc się.
- Dziewczyny! Idziemy?
- A jak sądzisz?
- Mam dla ciebie kolejny zakład.
- Jaki?
- Poderwiesz dzisiaj Mary. Ale na pewno nie dasz rady… - James uśmiechnął się kpiąco, a Syriusz zatarł ręce.
- O 10 galeonów, wygram na pewno.
- Zgoda. – Uścisnęli sobie ręce i zgodnie ruszyli w stronę dziewczyn.


- O, nie…… - Powiedziała Scarlet i trzasnęła się ręką w czoło
-Co?
- W naszą stronę idą chłopcy.
- Ja stąd spadam. – I Ruda natychmiastowo ruszyła do przodu, jednak została zatrzymana przez Jamesa. Chłopak zakrył jej oczy dłońmi i powiedział……..

-Kochanie! Mam drugą parasolkę! – I otworzył ją, a z parasolki zaczęły lecieć cukrowe serduszka….
-Orz, idioto! Wyjadę za granicę po Hogwardzie i nie spotkamy się już nigdy! – Krzyknęła Ruda, a w jej myślach kłębiły się różne przekleństwa.
- Och, nie martw się. I tak cię znajdę! – Chciał ją cmoknąć w policzek, ale Ruda gwałtowne odwróciła się i walnęła go w policzek.
- Nigdy…… Przenigdy……… Nie waż się…….. Tak…. Robić….. – Powiedziała i odeszła ciągnąc za sobą przyjaciółki.

-Idiota, gumochłon, debil z chorobą umysłową……… - Mruczała pod nosem idąc w kierunku jedynej wolnej ławeczki.
- Ej, Lily. Przystopuj! Bo będę musiała powiedzieć Dumbledore’owi o twojej niekompetencji! Prefekci muszą się stosować regulaminu, a tam w punkcie 213 jest: Nie używamy brzydkich słów, nie pojedynkujemy się. Złamałabyś regulamin! – Krzyknęła Scarlet/
- Ech, no dobra. – Choć spochmurniała jeszcze bardziej, zauważyła, że Mary zerka na Syriusza. – Mary, czy tobie nie podoba się Black?
-Nie, no co ty! To gumochłon! – Krzyknęła rumieniąc się lekko, i dziwiąc, jak ona to zauważyła.
- To dobrze, bo ja nienawidzę go i jego głupawego kumpla. Uhm! Zepsułam sobie imprezę. Wracam do Hogwartu. Bawcie się dobrze. – I odeszła, a Scarlet i Mary przypatrywały się jeszcze miejscu, gdzie zniknęła Ruda.
- Odeszła. Zepsuła zabawę. I co teraz?
- Chodź, idziemy na rynek. Spróbujmy poprawić sobie samopoczucie.

Idąc myślały o Lily i jej zachowaniu. Wstrętnym, niewytłumaczalnym zachowaniu. Na miejscu już odbywała się zabawa, wszyscy bawili się i śpiewali. Nowi wielbiciele dziewczyn wybijali je do tańca, a one śmiały się serdecznie. Prawdziwa zabawa.

Syriusz patrzył podejrzliwie na Mary. Zamierzał wygrać zakład z Jamesem i wygra go…..
- Idę. Trzymaj kciuki.- Powiedział Łapa i pomaszerował w stronę Mary.

-Odbijany! - Wrzasnął i porwał Mary do tańca. Dziewczyna roześmiała się i i zaczęła tańczyć z chłopakiem.
Z podestu zaczęła lecieć wolna muzyka.
Syriusz objął mocniej Maty, a ona nie opierała się. Zbliżył swoją twarz do jej twarzy.
To będzie łatwe
Namiętny pocałunek złączył ich usta na długą chwilę. James stojący dalej gwizdnął i zaczął przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu 10 galeonów.
Będą mu potrzebne….

komentarze [6]

9. Wspomnienia Lily i Syriusza. >> wtorek, 10 czerwca 2008 18:42:03


Teraz kolejna notka. Mam nadzieję, że się nie załamiecie, ponieważ..... UWAGA UWAGA.....
nie jestem pewna, aczkolwiek to będzie chyba jedyna notka w tym miesiącu.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy obchodzą urodziny w czerwcu i tych, którzy lubią zabawę...

*************************

-No, to teraz pokazujcie mi to wspomnienie. Była niezła jazda, nie? – Powiedział James. Wyszedł ze Skrzydła Szpitalnego dwa dni temu, a w tym czasie reszta huncwotów wymogła wykorzystanie myśloodsiewni u Slughorna. Wzięli ze sobą Mary, która pomogła im z pomysłem.
- Szykuj się, James, bo to jest niezła historia. – Rzekła Stokrotka i roześmiała się.
- Dobra. Powinno być ciekawie. Mary, co teraz trzeba zrobić? – Powiedział Syriusz ciekawy wspomnienia Lily.
-Wlejcie to wspomnienie do misy.- Po wykonaniu czynności znowu zabrała głos. – Teraz musicie zetknąć twarz z powietrznią wspomnienia…..
Wykonali polecenie. Kolejno zanurzali się w otchłani misy wciągając całego siebie we wspomnienie Lily. Weszli.
Lily, Scarlet, Remus i Peter szli korytarzem pod peleryną-niewidką dźwigając wiadro zielonej mazi.
-Ej, Peter, zaraz wylejesz tego gluta. – Rzekła Scarlet.
-Dobra. Masz to wiadro i przestań na mnie wrzeszczeć. – Odparł Peter oddając wiadro Scarlet.
-Eh… No dobra. Tu jest Filch. Szybko wylejmy tą maź na podłodze…. – Zrobili tak, jak chcieli i rozlali zielonego gluta na całej posadzce.
- Nieźle! Trzeba było mi powiedzieć o tym, a dałbym wam jeszcze łajnobomby! – Powiedział James, śmiejąc się ze skrzeczącego Filcha.
- Głupie dzieciaki, to pewnie ich nowy dowcip…. Uhm!!! – Mówił Filch. Ruda stojąca najbliżej niego zaczęła się cofać.
- Moja stopa! – syknął Peter, bo Lily stanęła na jego stopie swoim obcasem.

Nagle wszystko zawirowało i huncwoci ze Scarlet, Lily i Mary wylądowali przed myśloodsiewnią w gabinecie Slughorna.
-Fajnie było. – Powiedziała Mary – Widzieliście minę tego Fella, czy jak mu tam?
-Argus Filch, nasz woźny. Tak, my go baaaaaaaaardzo lubimy, prawda Rogaczu?- Uśmiechnął się kpiąco Łapa. – No to teraz moje wspomnienie.
I wszyscy znów zanurzyli się w misie.
Syriusz biegł korytarzem w stronę gabinetu woźnego. Zatrzymał się dopiero przed drzwiami gabinetu i otworzył je. Przekroczył drzwi bardzo ostrożnie.
Grzebiąc w papierach znalazł pewien świstek….
- Filch jest charłakiem. A to nowina!!! – I zabrawszy Mapę huncwotów wybiegł z gabinetu.

Wszyscy znów wylądowali na podłodze gabinetu Slughorna. Trochę im wirowało w głowie, ale ogólnie byli bardzo zadowoleni. Zobaczyli wspomnienia, swoje prywatne wspomnienia. Jeszcze nigdy tego nie doświadczyli…..
- Fajnie było. Filch charłakiem? Zawsze się zastanawiałem, dlaczego nie używa różdżki….. – Powiedział James i wybuchnął śmiechem. – Dobra, trzeba stąd spadać. Slughorn powinien być tu lada moment.
Wszyscy zebrali się i gęsiego wybiegli z gabinetu prosto do PW Gryffindoru. Biegnąc śmiali się, a Mary patrzyła na nich z podziwem. Czy oni potrafią wszystko?

Czerwono-żółty pokój z wymalowanym herbem przedstawiającym Gryfa i z pomnikiem Godryka Gryffindora był pusty. Stary zegar wybił godzinę pierwszą w nocy, kukułka wystrzeliła z zegara, wydając jeden głos: Kuku!

- Mam nadzieję, że nie żałujesz tego wypadu, Ruda.- Powiedział James – Pani prefekt naczelna łamiąca przepisy……
- Oh, zamknij się, Potter. Ty to robisz codziennie, a raz nie zaszkodzi. Oszczędź sobie płuc, Potter. – Dodała, gdy Rogacz znów chciał zabrać głos. Zamiast niego odezwała się Mary
- Wy tak codziennie? I jeszcze was nie złapali? – Zapytała niedowierzając odwadze Gryfonów. – My w Beauxsbatons mamy lekcje od 9.30 do 16.30, a potem musimy odrabiać lekcje do 19.30. Nie mamy zbyt dużo czasu dla siebie.
- No cóż…. Szczerze mówiąc, to w Hogwardzie jest trochę inaczej. Lekcje zaczynają się o 9.00, a kończą o 15.00. Nie ma określonego czasu odrabiania lekcji, a za łamanie regulaminu dostaje się szlabany. Miałem ich w tym roku dopiero 10. A ty, Rogacz? – Powiedział Łapa kiwając głową. Spodobała mu się ta nowa dziewczyna, choć nosiła nazwisko Malfoy.
- Dwanaście. A w resztę dni nas nie złapali. – Spojrzał na kalendarz na jednej ze ścian Pokoju Wspólnego. – Wiecie, że za dwa dni jest Dzień Ognisk?
- A co to jest?- Zapytała Ruda. Jeszcze nigdy o czymś takim nie słyszała. W żadnej książce nie spotkała się z takim terminem, a nie specjalnie interesowała się czarodziejskimi świętami.
-No, tak… Zapomniałem, że wychowali cię mugole. Eeeee….. To znaczy nie magiczni ludzie. – Powiedział James. – Dzień Ognisk jest organizowany co sześć lat we wioskach czarodziejów. Na rynku układa się sześć wielkich stosów drewna, by równo o szóstej zapalić je. Odbywają się tańce i śpiewy wokół ognisk. Sam dzień jest poświęcony Prometeuszowi, który wydarł ogień Zeusowi. Rozumiesz?
-Tak, jakby. Czyli, co roku…
- Co sześć lat. – Wtrąciła Mary.
- Racja. Co sześć lat jest organizowany ten Dzień Ognisk. A jest wtedy szkoła?
- Eeee…. Nie wiem. Ostatnim razem był[chodzi o ten dzień] wtedy, gdy mięliśmy po dziesięć lub jedenaście lat. Nie chodziliśmy jeszcze wtedy do Hogwartu!
-Aha. No, to dziś zapewne wybieramy się na imprezę, co? – Rzekła Scarlet rozplątując sobie warkocza.
- Tak. Lunio, weź spojrzyj na tę Mapę i powiedz, czy jeszcze możemy sobie pogadać. – Powiedział Syriusz. Remus zgodnie z życzeniem wyjął Mapę Huncwotów.
- Zbliża się McGongall. Musimy iść do sypialni. – I wszyscy weszli do swoich sypialni. Minerwa McGongall przekroczyła portret Grubej Damy i zdziwiła się, gdy nie zobaczyła nikogo.
- Przecież słyszałam…. Chociaż może…. – I wróciła do swojego gabinetu by dalej spać.

Na szczęście dziś jest sobota. Dzień Ognisk. Chłopak obudził się i spojrzał na prawie rozwalony zegarek. Godzina trzynasta. Chłopak walnął pięścią w zegarek i zniszczył go doszczętnie. Musi sobie kupić nowy budzik, ten już do niczego się nie nadaje.
- Dobra, wstaję. – Czarnowłosy ostrzegł otoczenie i zaczął wstawać. Potknął się o leżący niedaleko kufer i upadł na podłogę.
- Ej, James. Czy ty nigdy nie nauczysz się wstawać cicho? – Powiedział zaspany Remus. Sam ubrał się wcześniej i teraz wyglądał lekko poirytowanym wzrokiem na Jamesa.
- Muszę się nauczyć, racja.- Powiedział i podniósł się z podłogi zbierając napotkane ubrania. Wszedł do łazienki.
-Jak długo on będzie tam siedział? Obudził mnie! – Narzekał Łapa uroczo pocierając oczy dłońmi.
- Nie wiem. Ale, Boże, jest trzynasta. Dobrze, że się obudziłeś. Za godzinę jest obiad i musicie się POSPIESZYĆ! – Warknął i spojrzał na smacznie śpiącego Petera. Wycelował różdżką Aquamenti! - Peter z wrzaskiem poderwał się z łóżka. – Zaraz obiad, Pettigrew.
-Dobra, już się ubieram. A czy możesz mnie łaskawie wysuszyć? Trochę mi mokro… - Odparł Glizdogon, a po chwili był już suchy. – Dzięki.
- Ubierz się!

Z łazienki wyszedł zaspany James. Miał na sobie różową bluzkę Petera i jeansy Remusa.
- James, fajne ubrania. Ej, czy to nie mój dezodorant? – Powiedział Syriusz spoglądając na dezodorant będący w ręku Rogacza.
- Nie wiem… Chyba….
- Masz, to twoje ubrania. Przebierz się, bo tak nie możesz się nikomu pokazać!

komentarze [4]

8. Skrzydło szpitalne, wycieczka do gabinetu Filcha, Mary Malfoy, wyciąganie wspomnień. >> wtorek, 27 maja 2008 09:42:11
Ta notka z dedykacją dla hermiona-and-harry-love , bo o niej zapomniałam i nie powiedziałam o notce.
Dni coraz dłuższe i dłuższe. Nich ta notka zajmie wam trochę czasu, ale później wyjdźcie na dwór pooddychać w miarę świeżym powietrzem.

************************

Skrzydło Szpitalne. Na jednym z twardych, zimnych, białych łóżek leżał blady czarnowłosy chłopak. Można by rzec, że jest przystojny, jednak dzisiaj był arystokratycko ubogi w urodę. Zwykle miał na twarzy uśmiech, dziś usta jego były ściśnięte w jedną podłużną linię. Roześmiane oczy były dziś zamknięte, nie pokazywały swojej orzechowej urody.
Szkoda, bo wszystko było w nim piękne. Oprócz charakteru.
Bo charakter miał dziwny. Był zabawny, wesoły, egoistyczny, nadęty i niesamowicie przystojny. Większość dziewczyn zauważa tylko te dobre cechy, lecz są dziewczyny ( w małej ilości), które widzą też te złe.

-Pani Pomfrey, czy nic mu nie będzie? – Zapytał Remus. Od jakiegoś czasu reszta huncwotów siedziała w Skrzydle Szpitalnym ciągle zadając jedno pytanie.
- Zobaczymy, zobaczymy…. – Zdawkowany ton ogłaszał, że raczej wyzdrowieje.
-Pani Pomfrey!
- Ech.. Dobrze, powiem wam. Ze strony zagrożenia życia już mu nic nie grozi. Ale czy wy wiecie, że on się dość często upijał?
- Że niby co? Beze mnie? – Zapytał Syriusz, najlepszy kumpel Jamesa. Tak lubił Ognistą Whisky!
- Na to wygląda, panie Black. A teraz jazda stąd, i żebym was więcej dzisiaj nie widziała! – Huncwoci zerwali się na komendę i wylecieli ze szkolnego szpitala jak z procy.


Kominek był dzisiaj nie otoczony. Nic dziwnego. Na jednej z sof siedziała dziewczyna odstraszając swym wyglądem. Miała czarne, sięgające do pasa włosy, porcelanową cerę, była wysoka i szczupła. Spoglądała w dal swoimi stalowymi oczyma bez wyrazu. Pomalowała je mocno czarną kredką i czarnym cieniem, usta były bardzo czerwone. Zamiast szaty miała na sobie krótką czarną spódniczkę i kusą białą bluzkę bez rękawów. Na szyi miała zawieszony czarny krawat, w uszach kilka par kolczyków, na rękach łańcuchy. Tak, wyglądała jak nawiedzona.
Po chwili usłyszała śmiechy. Zdenerwowało ją to. Nie lubiła, gdy ktoś się śmieje za jej plecami lub w jej towarzystwie. Sama lubiła być ponura i roztaczała wokół siebie tajemniczą naturę.
Odwróciła się i zauważyła trzech chłopców i dwie dziewczyny. Jej uwaga skupiła się na najprzystojniejszym z nich i na rudej dziewczynie. Tak, ich trzeba uciszyć.
- Zamknijcie się. – Chłodny, wręcz wściekły głos uciszył na chwilę grupę przyjaciół, lecz po chwili znów wybuchli śmiechem. Będzie z nimi trudno. Odezwał się ten najprzystojniejszy.
- A ty kim jesteś, ponuraczko? Ja jestem Syriusz Black, to Remus Lupin, Peter Pettigrew, Lily Evans, Scarlet Harington.- Wyciągnął do niej rękę, lecz ona tylko spojrzała na niego chłodno.
- Mary Malfoy. Black, Black… Skądś znam to nazwisko. To ty jesteś tym wydziedziczonym?
- Tak, to ja. – Odpowiedział z dumą. – A czy ty jesteś młodszą siostrą Lucjusza Malfoya? Nie jesteś do niego podobna…. – Przyjrzał się jej uważnie.
- Nie, ja jestem tylko jego kuzynką. Moją matką jest siostra jego matki. Ech…. I niestety trafiłam do śmierdzącego Gryffindoru.
- Nie martw się. I masz się uśmiechnąć. A Gryffindor nie jest taki zły….
-Spadaj, Black. Gumochłon….. – Westchnęła.- Wiecie, gdzie jest dormitorium dziewcząt z szóstego roku? Miałam tu przyjść na miejsce Marie Studied. – Patrząc na karteczkę zerkała na rudą i szatynkę. Ruda dziewczyna wstała i wzięła Mary za ramię.
- Jesteś ze mną i Stokrotką w dormitorium. A gdzie Violet i Margaret?
- Miałam wam powiedzieć, że Violet została zamordowana, a Margaret uciekła z rodzicami za granicę. – Ruda zakryła usta dłońmi. W oczach miała strach i łzy. Mary nigdy nie ukazywała uczuć.
- A Marie pojechała na wymianę ze mną do Beauxsbatons. Mnie chcieli się pozbyć, nie podobało im się, że ciągle łamałam przepisy. Więc jestem tutaj…. – Idąc za rudą dziewczyną opowiadała o jej przyjaciołach i o przebywaniu w szkole.
W końcu weszły do środka.
Mary została zszokowana. Wszędzie panował bezbłędny porządek, jedyne łóżko z jej ubraniami było lekko pogniecione.
-Eeee… A więc….. To jest mój pokój?
- No nie tylko twój. Mieszkam tu też ja i Scarlet. Możesz wykorzystać pozostałe dwa łóżka. Mnie i Scarlet wystarczy po jednym.- Uśmiechnęła się do Mary, lecz szybko zlazł z niej uśmiech. Mary patrzyła na nią chłodno, bez wyrazu. Biła od niej wielka nienawiść do niej i do Hogwartu. To nie jest fair.
- Czyli nie mam swojego własnego pokoju?
- Nie, nie masz.
- W mojej dawnej szkole miałam!
- Tu nie masz, taki jest Hogwart. Tu jest łazienka, ty szafa. Możesz używać każdych czarów bez czarnej magii. Resztę zasad znajdziesz w Historii Hogwartu. Lubisz czytać? – Na to Mary skinęła lekko głową. – W takim razie masz. To jest ta książka. Powinnaś w niej znaleźć odpowiedzi na dręczące cię pytania, a jak nie, to od czego jestem ja? –Mówiła i dała Mary bardzo grubą, starą księgę.
-Dzięki. Eeee….
- Lily. Albo Ruda. Bo tak na mnie wołają. A na ciebie? – Spytała.
- Mary Malfoy. Po prostu. – Nie powiedziała jej o swoim przezwisku. Przecież bycie dobrą znajomą Voldemorta nic nie znaczy w Wielkiej Brytanii…
- No dobrze, Mary. Ładne imię. – I uśmiechnięta wybiegła z dormitorium zostawiając samotną Malfoy na środku pokoju.

- Kim ona jest? – Zapytał Syriusz. – Niezbyt podoba mi się jej towarzystwo. Malfoy……. Hm… Mam wrażenie, że to jej siostra miała romans z Voldemortem?
- Serio? Zapytała Scarlet. - Nie wierzę!!!
- Tak… Ja też nie. Hm……. Nie wydaje się ciekawa. Ani miła. - Dodał
- Aha. – Ucięła krótko Scarlet. – To może coś zrobimy? Ja mam już dosyć bezczynnego siedzenia!!!- Krzyknęła dodatkowo, a reszta zatarła ręce. Ruda z politowaniem pokręciła głową, ale nie odmówiła. To dobry omen.

-Ej! Ta maź jest specjalnie dla Filcha! – Syknął Łapa, gdy po raz kolejny zielonkawa maź wylała się z wiaderka. – Bądź ostrożny, Glizdek!
-Jasne, jasne, Syriusz. Ale czy nie zauważyłeś, że jest dwunasta w nocy?
-Serio? Nie, nie zauważyłem. – Mruknął. Miał już dosyć narzekania Pettigrew, a sam nie wiedział, gdzie może być Filch. Niech się nie odzywa!
- Dobra, gdzie macie tę przeklętą mapę? – Zapytała rozzłoszczona Ruda. Syriusz się zmieszał, Remus zarumienił ,a Peter odpowiedział:
- Te dupki zostawiły ją w gabinecie Filcha. Trzeba ją odzyskać.
- No to chodźmy. – Odparła Lily i pociągnęła wszystkich w stronę gabinetu Filcha.

- Najpierw odciągnijcie Filcha. Potem ja wejdę do jego gabinetu i poszukam waszej przeklętej mapy. Okey? – Rzekł Syriusz lekko zacierając ręce. Reszta lekko kiwnęła głową wyrażając zgodę. Przykroczyli do akcji.
Remus, Lily, Peter, Scarlet pobiegli na korytarz na trzecim piętrze, bo to tam najczęściej jest Filch. Nie zawiedli się. Filch wędrował po korytarzu na trzecim piętrze, nie spodziewając się ataku. Lily wycelowała różdżką w sufit, a ten natychmiast głośno huknął. Woźny obrócił się i spojrzał w górę.
- Kto tu jest? – Zapytał swoim skrzekliwym głosem. Uśmiechnął się brzydko i poszedł dalej, a uczniowie skradali się za nim.
Syriusz natychmiastowo wbiegł do gabinetu woźnego. Podszedł do biurka i zaczął przetrząsać szuflady. Znalazł tam mnóstwo papierków, a wśród nich mapę huncwotów i……. zaświadczenie, że Filch jest charłakiem. A to nowina!!!


Głupie dzieciaki, to pewnie ich nowy dowcip…. Uhm!!! – Skrzeczał Filch. No, rzeczywiście. Oblanie zieloną mazią było dziełem uczniów. Co więcej, owi uczniowie byli zaraz za nim prawie nie oddychając.
–Ej, Ruda!! Moja stopa! – Syknął Peter, bo Lily nadepnęła mu obcasem na stopę. Tak, to bolało…..

–James, szkoda, że cię nie było! Odbiliśmy mapę i oblaliśmy Filcha tą zieloną mazią. Udało się, jak zwykle! – Powiedział Syriusz relacjonując Jamesowi przygodę. Udało im się, choć James właśnie leży na szpitalnym łóżku!
- Taaaaaaak. Żałujmy. Ale mam pomysł! Lily, czy ty umiesz korzystać z myśloodsiewni? – Spojrzał na Rudowłosą, lecz ta nieznacznie pokręciła głową.
- A co to jest? – I wszyscy zamarli. Czyżby była kolejna magiczna rzecz, o której ONA nic nie wie?
- Eeee… To jest taka misa, do której wkładasz wspomnienia, a później możesz je zobaczyć. – Wytłumaczyła Scarlet. – Moja mama ma taką. Jak tylko zapytam ją o jakiś epizod mojego życia prowadzi mnie do myśloodsiewni i wtedy mogę zobaczyć siebie małą…
- To jest naprawdę ciekawe- Powiedziała Ruda- Ale ja chcę wiedzieć, jakim zaklęciem to się robi! – Krzyknęła, robiąc się lekko czerwona na twarzy. Nagle przysiadła się do mnich małomówna Mary.
- Ruda? Tak?
- Tak. Ale wolę Lily. – Odpowiedziała dziewczyna i lekko się uśmiechnęła.
- Lily. W mojej rodzinie twierdzono i twierdzi się tak nadal, że złe wspomnienia należy wypleniać. Więc odkąd nabyłam różdżkę zostałam uczona, jak pozbywać się wspomnień z głowy.
- WOW! Nieźle! No, to teraz musisz mnie tego nauczyć!
- Dobra. – Rzekła Mary i wyciągnęła różdżkę.- Przystaw różdżkę do skroni i pomyśl o tym wspomnieniu. Teraz powoli oddalaj różdżkę od głowy…. – Z obu różdżek pojawiły się srebrne nici. – Oto twoje wspomnienie. Teraz musicie udać się do jakieś myśloodsiewni i obejrzeć wspomnienie…. A i pamiętajcie: wyciągnięte wspomnienie można obejrzeć tylko raz!
-Ooooo…. Nieźle Mary, nieźle…. – Powiedział Syriusz i przystawił sobie różdżkę do skroni. – To jest naprawdę niezła dziewczyna. Naprawdę.

komentarze [2]

7. Rose Orley, dwóch wygranych i magiczna żyletka. Co się stanie dalej?? >> sobota, 10 maja 2008 12:38:16
Sensacja. Nowe myśli i odczucia.... Miło czuć wiosnę.

Dedykacja dla wszystkich, którzy mają wielkie święto w maju. Pozdrawiam.

************************************

Pogoda była wspaniała. Żadnych chmur, żadnych opadów, żadnej mgły. Błękitne niebo było oświetlone promieniami słońca. Błonia zostały urozmaicone ogromną liczbą uczniów, którzy, nie przejmując się tym, że jest styczeń, pozdejmowali kurtki i rzucali się śniegiem.
Dodatnia temperatura wpływała pozytywnie na humory przede wszystkim chłopców. Większość z nich już po odrobionych lekcjach siedziało teraz na dworze, zadowalając się tą wspaniałą pogodą.
-Hey, Jimmy! – Jakaś lalunia podbiegła do przystojnego chłopaka zarzucając mu ręce na szyję.
- Cześć… Eeee….. – Starał się przypomnieć sobie imię swojej dziewczyny. Pamiętał tylko, że chciał wzbudzić zazdrość u jego ukochanej(Lily), więc znalazł sobie nową dziewczynę. Po namyśle dodał - kotku.
Dziewczyna rzuciła mu przeciągłe spojrzenie i pocałowała w policzek. Nie miała jeszcze odwagi zdobyć się na coś więcej.
- Co tam u mojego misiaczka?
- Całkiem dobrze…. Nie załamujmy się….
- Tak, a twojej maleńkiej Rose też się dobrze wiedzie. – Powiedziała. Miała rude włosy i zielone oczy, tylko to zwróciło jego uwagę. Twarz była raczej ostra, ale jej wyraz zdradzał zupełną miłość do chłopaka. Tak, tylko kolory włosów i oczu zwróciły uwagę Poczochrańca na nieśmiałą Rose Orley – Puchonkę z piątego roku. Uchodziła za założycielkę fun clubu „ Potter na prezydenta” , jednak nie wiele osób w to wierzyło. I dobrze, bo nie było to prawdą. Przejęła klub dopiero od niedzieli, kiedy zaczęła chodzić z naczelnym obiektem westchnień klubu. Ech, kobiety. Kto je zrozumie??

- Witam uczniów na kolacji! Tak, jak obiecywałem, dziś podamy wyniki. I niespodzianka! Wygranych jest dwóch! Żeby doszli do porządku, albo pojadą razem, albo będą się pojedynkować o wyjazd. A teraz zapraszam do kolacji! – Ciekawscy uczniowie zaczęli jeść w pośpiechu, by jak najszybciej usłyszeń wiadomość o wygranych i obejrzeć pojedynek gigantów. Udało im się pobić rekord szkoły : kolacja minęła tylko w 10 minut. Dyrektor, wcale nie zaskoczony faktem pobicia rekordu, wstał i położył ręce na brzuchu. Wyglądał bardzo zabawnie.
- Nie wiem jak wy, ale ja zaraz pęknę…. – Masował się przy tym po brzuchu, co dało komiczne połączenie. Uczniowie wybuchnę li śmiechem.- Tak, tak… Ale cóż… Trzeba wam podać wyniki, bo gotowi jesteście, jak widzę, w ogóle nie spać. Tak więc, jak zapewne się spodziewacie, jednym ze zwycięzców jest huncwot, James Potter.- Można było usłyszeń od stoły Gryffindoru głośne Tak!- A drugim zwycięzcą jest……. – Chwili ciszy, w uczniach zbierało się niezłe kłębki myśli. – Drugim zwycięzcą zostaje Bellatrix Lastange! – Głośny pomruk rozmów przebiegł przez salę. Starali się przypomnieć sobie, co ona takiego zrobiła, że jest zwycięzcą. A, tak… Pokaz Czarnej Magii na biednych pierwszakach, lecz żadnych Zaklęć Niewybaczalnych. Tylko zwykłe klątwy.

- Czy oni zwariowali? Mam się pojedynkować ze starszą o dwa lata DZIEWCZYNĄ?! Przecież to koszmar! – Oburzył się James, zaraz po usłyszeniu tej nowiny.- Ale wyjazd z Rudą do Peru jest tyle warte. Zrobię to.

Dyrektor zdołał jakoś uciszyć salę, by znów zabrać głos. Tylko na krótki moment.
- Proszę zwycięzców na podest! – Gryfon i ślizgonka podeszli do podestu patrząc na siebie złowrogo i starając się przestraszyć wzrokiem. – Wejdźcie, śmiało. Pora zacząć pojedynek! Wyjmijcie różdżki. Gdy powiem trzy pojedynek się rozpocznie.

Raz…..
Dwa….
Dwa i pół…….
Dwa i trzy czwarte……..
Dwa i siedem ósmych……
Trzy!


James i Bella szybko zaczęli rzucać na siebie niewerbalne zaklęcia. Po sali latały różne zaklęcia i klątwy, w oczach uczniów odbijały się różne kolory. Nagle Bellatrix zawisła w powietrzu, zdrętwiała i opadła na ziemię. Tak, levicorpus jest dobrym zaklęciem.
- Chyba mamy zwycięzcę. A twoim towarzyszem bądź towarzyszką do Peru jest….
- Co oczywiste; Liliann Evans! – Krzyknął zadowolony James. Odtańczył taniec zwycięstwa, a Ruda zakryła oczy twarzą. Teraz będzie musiała jechać na tą przeklętą wycieczkę z Potterem…..Chyba, że….
-Panie profesorze. Nawet gdybym miała jechać na wycieczkę z gumochłonem albo Potterem, wybrałabym gumochłona. Albo on jedzie sam, albo ja zrobię sobie krzywdę zaraz przed wycieczką!!!
- Panno Evans, w takim razie postaram się aby do tego nie doszło, a na wycieczkę musi pani jechać. Niestety.
- Uhm…. No cóż…. Ale będę mogła w tedy na tej przeklętej wycieczce używać różdżki?
-Jak najbardziej, panno Evans. – Na ponurą twarz Lily wypłynął nieśmiały uśmiech. Musi poznać kilka klątw.

- Ale, kochany Jimie! – Krzyknęła rozczarowana Rose. Przecież jest jego dziewczyną, miała z nim jechać do Peru….
- Uhm… Przepraszam…. Eeee….
-ROSE!- Krzyknęła już wściekła dziewczyna zdając sobie sprawę, że była tylko obiektem do zazdrości. Ale bez żadnej miłości….
-Tak, Rose. Przepraszam. – Ale ona wybiegła z Wielkiej Sali i już nie wróciła. W oczach Syriusza błysnął niebezpieczny ognik, a twarz Jamesa wykrzywiła się w nieznanym odruchu.


Siedział samotnie w Pokoju Życzeń. Włosy miał tłuste, nie myte już od dłuższego czasu. Wiedział, co zrobił źle. Nie wiedział, jak to naprawić. Rozwalił życie dwóm dziewczynom: jednej Rose i jednej Lily. Tak….. Teraz to przyznał. Jest nadętym egoistą, gumochłonem, debilem z chorobą umysłową. Przyznał to już dawno temu, ale dopuścił prawdę do siebie dopiero teraz.
Za późno.
Rozwalił życie również sobie, lecz dopiero teraz dotarło to do niego. Taaaaaaaaaaaaaaak. Żeby wiedzieć to na przyszłość….

-James! James! Co ci się stało?? Dlaczego masz pocięte ręce? – Syriusz wszedł do dormitorium. Zauważył swojego najlepszego przyjaciela z pociętymi rękami. Biedaczek, musiał być naprawdę załamany.
- Rogacz! Rogacz! – Nie mógł go dobudzić. Remus był teraz na jednym ze swoich zajęć, ale wiedział kogo szukać. Szybko wybiegł z dormitorium.

-Lily! Lily! Szybko! Jemu coś się stało! – Podbiegł do Lily. Ona jedna miała jego zaufanie w stosunku do magii. I zaklęć.
-Co się stało? – Zapytała go spokojnie, w Syriuszu zagotowało się wszystko.
- Nie czas na wyjaśnienia. Chodź szybko i weź różdżkę!!! – Lily zbladła odrobinę i pobiegła do dormitorium chłopców razem z Syriuszem. Wbiegli do sypialni i zastali tam bardzo, bardzo bladego Jamesa. Lily szybko wyjęła różdżkę.
- Syriusz, co się stało?? – Zapytała Ruda i spoglądała na Rogacza uważnie.
- Chyba się pociął magiczną żyletką. Musisz go uleczyć. – A Lily tylko wyjęła różdżkę i zaczęła przeciągać ją w skupieniu po nacięciach Jamesa.
- Chyba nie powinno mu już nic zaszkodzić.
-Ufff. To dobrze!!- Syriusz odetchnął, ale Lily ciągle była bardzo blada.
- Ale o nie znaczy, że jest dobrze, Syriusz. Magiczna żyletka jest jednym z niebezpiecznych przedmiotów magicznych. Zanieśmy go do Skrzydła Szpitalnego, pani Pomfrey powinna go wyleczyć do końca.
- Dobra. Jesteś pewna, że z tego wyjdzie?
-Tak. Dzięki tobie.

komentarze [5]

Szlaban, powalające spostrzeżenie Rogacza i załamka Lily >> wtorek, 29 kwietnia 2008 20:07:29
W czwartek majówka. Mam nadzieję, że nowa notka wprawi was w dobry humor sprzyjający relaksowi.
Dedykacja dla urlopowiczów i relaksu:P

*******************

Obudziła się oblana pierwszymi promieniami słońca. Gdy spojrzała na zegarek, zauważając, że jest już szósta nad ranem, obróciła się na drugi bok i znów usnęła. Jej brązowe włosy przykryły duże, niebieskie oczy. Śniada cera na twarzy była oblana rumieńcem; prawie na pewno śnił się jej ukochany( nie powiem, kto! To wyjdzie w późniejszych rozdziałach!). Zadowolona wydawała z siebie radosne pomruki szczęścia. Za dwie godziny śniadanie.

Oświetlony pokój był jak zwykle zupełnie zawalony. Brudne ubrania walały się po każdym zakątku sypialni, zwykle była to bielizna drugiej świeżości. Nic w tym dziwnego: pokój należał do wspaniałych huncwotów, którzy mieli lepsze rzeczy do roboty niż podrzędne sprzątanie. To syzyfowa praca.
Dźwięk budzika. Chłopak z włosami w kolorze słomy i stalowych oczach wyciągnął rękę i zrzucił budzik ze swojej szafki. Stwierdzając, że jest już późno, wstał i ubrał się. Po chwili zastanowienia obudził resztę przyjaciół wołając:
-No, wstawać! Chyba nie chcecie spóźnić się na śniadanie? – Obudził się tylko jeden. – I na transmutację? – I na to słowo, jakby ktoś wrzasnął im do ucha, zerwało się z łóżek dwóch naprawdę przystojnym facetów. Jeden z nich miał czarne włosy, wyglądające, jakby się bały grzebienia, orzechowe oczy o zmęczonym spojrzeniu, uśmiechu na razie nie posiadał – jednak zanim wyjdzie na śniadanie, na pewno się uśmiechnie. Drugi z nich również miał czarne włosy, jednak sięgały one ramion. Szare oczy można by uznać za arystokrackie, gdyby nie błąkał się w nich wesoły ognik. Uśmiechał się, jeszcze prawie we śnie, udając, że już wstał. Remus podszedł do niech i, chwytając za ramię, potrząsnął.
- Cześć, słodziutki. – Zwykłe powitanie ze strony Syriusza mogłoby się wydawać niestosowne, ale to przecież huncwoci. Oni mogli prawie wszystko. Prawie, bo na przykład, jeden z nich nie potrafił zdobyć serca pewnej dziewczyny. Drugi nie potrafił dostać oceny z historii magii więcej niż nędzny. Trzeci nie potrafił obejść się bez książki. Czwarty nigdy nie dostał upragnionego motoru, który jest jego największym marzeniem.
- Syriusz, jeśli nie chcesz spóźnić się na śniadanie- Remus spojrzał na zegarek. – Które jest za dwadzieścia minut, masz już zacząć się ubierać. Przyjąłeś do wiadomości? - Syriusz kiwnął potakująco głową i ruszył swoje cztery litery do łazienki. Remus podszedł teraz do drugiego chłopaka – Jamesa – by go obudzić.
- Witaj, maleńki. – To też było już obcykane.
- James, jeśli chcesz spotkać dziś Rudą na śniadaniu, to musisz zacząć się ubierać. – I jak co dzień, to pomogło. Poczochraniec wskoczył na łóżko, zasunął kotarę i można było usłyszeć, jak pospiesznie się ubiera. Po pięciu minutach każdy huncwot był już gotowy do wyjścia. Wyszli razem w ustalonej kolejności : James, Peter, Syriusz i Remus, który zawsze pilnował, żeby wyszli wszyscy. Weszli do Pokoju Wspólnego Gryffindoru, gdzie teraz wrzało jak w ulu od wszystkich gryfonów.

- Witam wszystkich uczniów w tą piękną styczniową środę! Mam nadzieję, że wszyscy się dziś wyspali – W tym momencie spojrzał na zaspanych huncwotów. Oni wstali i ukłonili się grzecznie, wywołując salwy śmiechu innych uczniów. Jak codziennie. - Dziś jednak zamierzam odejść od codziennej reguły zaproszenia was od razu na konsumpcję, ponieważ mam wam coś do zapowiedzenia. Otóż, równo za tydzień w sobotę, odbędzie się doroczny konkurs talentów. Wygrany otrzyma w nagrodę wycieczkę na dwa tygodnie z osobą towarzyszącą do Peru w wakacje. Zgłoszenia przyjmowane u opiekunów domów. Oczywiście, osoba towarzysząca, musi się zgodzić na wyjazd. A teraz zapraszam do posiłku! – Na stole pojawiły się potrawy śniadaniowe, a na Sali rozległy się odgłosy ciamkania, siąpania, mlaskania i zgrzytów widelcem o nóż. To też było codziennie. Jedynym wyjątkiem był temat rozmów: dziś dyskutowano o Konkursie Talentów – kto się zgłosi, kto ma szansę wygrać, kto będzie osobą towarzyszącą…

-Ha! Już wiem, o co mu chodzi! Ja wygram i zabiorę Lilkę ze sobą! – Powiedział głośnym szeptem Rogacz zaspanemu Syriuszowi.
- No wiesz, co? A ja myślałem, że zabrałbyś mnie!
- Ale co to szkodzi na przeszkodzie, żebyś przypadkiem zabrał się z nami? Chociaż by to trochę kosztowało…
- Właśnie. A czy ty nie zapomniałeś przypadkiem, że ja w wakacje uciekłem z domu?
-Hm… Masz rację, zapomniałem. To moja rodzina postawi ci wakacje!- Uśmiechnął się triumfalnie do przyjaciela i ruszyli wspólnie na transmutację.

Jeszcze nie tak stara kobieta z siwiejącymi już włosami spiętymi w luźny kok szła szybkim krokiem na swoją lekcję. Jak mogłam zapomnieć, że mam teraz lekcje??. Nareszcie dotarła pod swoją klasę na drugim piętrze, w samą porę, by zobaczyć, jak jej podopieczni rzucają klątwę na rówieśników. Owszem , byli w Slitherinie. Owszem, też ich nie lubiła. Nie zmieniało to jednak faktu, że jest zastępcą dyrektora i musi wyciągnąć konsekwencje. Jak zwykle ścisnęła usta w prostą linię, w oczach miała surowość i tak podeszła do pojedynkowiczów.
- Black, Potter, Snape i Malfoy. Szlaban u mnie dziś o osiemnastej. W regulaminie Hogwartu wyraźnie jest napisane, że nie wolno się pojedynkować. – I weszła do sali ciągnąc za sobą dwie, wściekle rozdrażnione, klasy. – Usiądźcie. Wyciągnijcie podręczniki i otwórzcie je na stronie… - Na chwilę przerwała, przypominając sobie temat ostatniej lekcji. Jak zwykle w tym momencie głos zabrała panna Evans, jedna z najlepszych uczennic w tej szkole.
- Na ostatniej lekcji przerabialiśmy zmianę koloru brwi, pani profesor.
- Dziękuję. No więc w takim razie otwórzcie podręczniki na stronie 523 i przeczytajcie podrozdział o zmianie koloru włosów. Pod koniec lekcji oczekuję, że wam się to uda. – I, jak zazwyczaj na transmutacji bywa, rozległ się szelest kartek, później zaległa cisza. Tak, to było coś, co ona – Minerwa McGongall –bardzo lubiła. Dyscyplina i cisza na lekcji były jej znakiem rozpoznawczym wśród nauczycieli. Potrafiła wyciągnąć swoich uczniów z oceny nędznej na zadowalający. Wyjątkiem od tej reguły był oczywiście Peter Pettigrew, który dopiero po tygodniu zaczynał rozumieć dany temat. Jednak nic nie jest idealne.
Po półgodzinie zaczęła chodzić po sali. Stawała i co jakiś czas wygłaszała swoje uwagi. Teraz stała przy pannie Evans.
- No, panno Evans, proszę pokazać mi swoje krótkie blond włosy. – I, czego oczekiwała, prymuska natychmiastowo spełniła jej życzenie.- Bardzo dobrze. 10 punktów dla Gryffindoru. A teraz pan Potter. Może pokaże nam pan swoje długie do kolan rude włosy?- I tu się przeliczyła. Jego włosy, co prawda, zmieniły swój kolor, ale zrobiły się bardziej krótkie. – Pracą domową, dla pana, panie Potter, jest ĆWICZYĆ, ĆWICZYĆ!- I w tym momencie rozległ się dzwonek. Uczniowie pozbierali swoje rzeczy i w pośpiechu wrzucili je do plecaka. Zostało tylko dwoje pojedynkowiczów.
- Tak, proszę panów?
- No, bo pani profesor…. – Zaczął Snape. Dokończył Malfoy.
- No bo my dziś mamy się uczyć do tego Konkursu Talentów….
- Szlabanu nie przełożę, jeśli to macie na myśli. Dzisiaj o osiemnastej. Jeśli nie przyjdziecie na szlaban, będziecie mieć zakaz występu w tym konkursie. – Odeszli, ze spuszczonymi głowami. Czyżby chcieli okazać skruchę, czy też może wywołać w niej poczucie niesprawiedliwości? Jednak ona nie dała się pokonać i w końcu chłopcy opuścili salę.

- To, co? Mamy dziś szlaban?
- Tak! Za to, że oni nas wyzywają! Ale trudno, odbijemy to sobie innym razem… - 2/4 huncwotów właśnie zmierzało w stronę sali od eliksirów. Nigdy nie lubili śród – transmutacja-dało się przeżyć. Ale potem było gorzej – eliksiry, wróżbiarstwo – zapisali się na nie, bo lubili żartować- i zaklęcia na dobry koniec dnia. Uhm….
Do mrocznego lochu najpierw wszedł duży brzuch, a potem dopiero reszta ciała profesora Slughorna. Był to niski i gruby człowieczek o bardzo miłym charakterze. Na jego głowie były strzępki kasztanowych, przeradzających się w siwe, włosów, nos miał krótki i szeroki, na ustach zawsze był uśmiech.
- Witajcie! Dziś będziemy ważyć eliksir zapomnienia… Czy ktoś może wie, czym się charakteryzuje? – W górę wystrzeliło parę rąk, jednak Slughorn zawsze wybierał tylko jedną i tą samą z nich. – Proszę, proszę! To może panna Evans?
- Eliksir zapomnienia charakteryzuje się niebieskozieloną barwą i ostrym zapachu. Skutkiem tego eliksiru jest to, że człowiek zapomina to, co było 24 godziny temu.
- Brawo! Znowu wykazała się pani ogromną wiedzą! Gryffindoru zawdzięcza pani kolejne 10 punktów! Instrukcja jest na tablicy. – Tu machną różdżką i natychmiast tablica pokryła się pochyłym pismem.- Macie trochę więcej niż godzinkę, by uważyć mi eliksir zapomnienia. Do roboty!

Piątek wieczór. Wyjątkowo Pokój Wspólny świecił pustkami; prawie każdy uczeń z szóstej i siódmej klasy brał udział w Konkursie Talentów. Reszta uczniów stwierdziła, że i tak nie mają z nimi szans, więc dali sobie spokój. I dobrze, inni mają większe szanse.
- No więc, James. Jak zamierzasz olśnić publikę?- Spytał Syriusz. Leżał(sam!) na sofie i machał różdżką, sprawiając, że padał śnieg.
- Hm… Zobaczysz. Wszystko jest już gotowe, teraz tylko potrzebuję wiedzieć, ile osób będzie wtedy w Wielkiej Sali. Remus?
-Około 210. – Powiedział dobrze poinformowany pan prefekt. Wcześniej został zmuszony do zrobienia ankiety, kto idzie, a kto nie. Zrobił i wyszło mu równe 210 osób.
- Okey. Niech zabawa się rozpocznie… - James zatarł ręce i szeroko się uśmiechnął. Musi wygrać.


Za oknami lekko prószył śnieg zachęcając uczniów do wyjścia na dwór. Nie udało mu się go przekonać. Wszyscy uczniowie zostali w zamku czyniąc ostatnie przygotowania do Konkursu Talentów.
- Lily, dlaczego nie bierzesz w tym udziału? Na pewno byś wygrała! – Namawiała Rudą Scarlet, starając się uśmiechnąć.
- Rok temu byłam w Peru i wcale mi się nie podobało.
-Aha.- Przemilczała sprawę dziewczyna i pociągnęła przyjaciółkę do Wielkiej Sali.

-No, to co zamierzasz zrobić?- pytał zniecierpliwiony Łapa. Nie potrafił mieć tajemnic, a nikt wokoło niego nie potrafił ich utrzymać przed nim. Z małym wyjątkiem.
- Zobaczysz później. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, wiesz? – Odparł James, a Syriusz naburmuszył się jeszcze bardziej. Kurczę.
- Witajcie, uczniowie na dorocznym Konkursie Talentów! Życzę wszystkim biorącym udział powodzenia! Jako pierwszy wystąpi Juliusz Hetmas z Ravenclawu. Brawo! – Cicha fala braw przebiegła przez salę i ucichła. Krukon wyciągnął różdżkę i przeciągnął nią w powietrzu. Natychmiast pojawił się mały cylinder. Chłopak sięgnął do środka i zaczął wyciągać kilkunasto metrową chustę. Salwa braw. Krukon ukłonił się i wybrał sobie asystenta z Sali. Jego wybór padł na urodziwą Puchonkę- Natalie Defence, córkę nauczycielki od Obrony Przed Czarną Magią. Dziewczyna weszła na podest i, zachęcana przez uczniów i Juliusza, położyła się na stole. Juliusz znów wyciągnął różdżkę i jej ciało zostało przykryte podłużnym „pudełkiem” koloru fioletowego. Kolejne machnięcie różdżką i salwa braw. Dziewczyna rozdzieliła się na pół, wywołując przerażenie na czach matki. Powróciła do swojego dawnego kształtu trochę przestraszona i Krukon zakończył swój pokaz.
Proszę, iluzjonista nam się trafił.
Po kilkunastu uczniach nastąpiła kolej Jamesa Pottera. Chłopak miał na sobie krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka, ukazującą jego umięśnione ramiona. Z dziewcząt na Sali wydobył się dźwięk zachwytu.
James wszedł na podest i przywołał do siebie zaklęciem miotłę. Nagle zgasły światła, potem zapaliły się, a zamiast podestu, na Sali znajdowała się teraz leśna polanka. Ładnie.
James chwycił miotłę i wzbił się w powietrze. Robił fikołki, stawał na rękach i w końcu wyczarował prawdziwy deszcz z płatków róż. Później wyczarował duży, czerwony i lśniący napis „ Jestem wygranym!” . Skończył pokaz.

Godzinkę później Konkurs Talentów się zakończył. Dyrektor wszedł na podest i zaczął mówić:
- dziękuję za piękny pokaz swoich umiejętności. Grono pedagogiczne zbierze się i w poniedziałek przy kolacji ogłosimy wam wyniki. Dziękuję, możecie iść!

komentarze [2]

5.Cukierki mugolskie i pomysł nocny Jamesa. >> niedziela, 20 kwietnia 2008 18:43:49
Cześć. Mało tych komentarzy, mało.... No, ale dodaję notkę.
Notka dedykowana jest zespołowi z rajdu. Dzięki za super zabawę.

*********************

- Wiesz, co? - Zapytała Scarlet. Razem z Lily siedziały w Pokoju Wspólnym przed kominkiem odrabiając lekcje. Zostały im tylko eliksiry, które miały dopiero w piątek. Dziś był wtorek, co oznaczało, że miały trochę czasu i pozwoliły sobie na trochę odpoczynku. W końcu są święta.
- Nie, nie wiem. – Odpowiedziała Lily. Schowała transmutację do torby i wytarła pióro. Resztki pergaminu również odłożyła do torby i wyciągnęła z torby owocowe cukierki. – Chcesz?
- A co to jest?? – Spoglądała nieufnie na dropsy, które były w ręku Lily.
- Owocowe cukierki mugolskie. Mama mi przysłała. Tu są…. Bananowe, truskawkowe, miętowe i, moje ulubione, cytrynowe. Chcesz?
- Tak, poproszę ten o smaku truskawki. – I wzięła go do ust , by po chwili rozpływać się smakiem pysznego cukierka.
- Wiedziałam, że będą ci smakować. To, że mugolskie, nie znaczy, że nie dobre. A te są najlepsze. Przynajmniej dla mnie. Mama wysłała mi też tabliczkę czekolady, dwa opakowania mentosów i inne…. – I na sofę obok nich opadł James Potter. Miał na sobie wytarte jeansy i niebieską bluzkę z napisem Jestem sexy!
- Cześć, ślicznotki. Witaj, kochanie… - Uśmiechnął się powalająco do Lily i przysunął się do niej jeszcze bardziej.
- Spadaj, Potter. – Odsunęła się, ale on się przysunął.
- Myślałem, że już nie mówisz do mnie Potter.
- A czy inaczej dał byś mi spokój? Potrafię być przekonująca!
- Uhm… - Westchnęła Scarlet, osuwając się lekko na fotelu.
- Coo? Czyżbyś… Ale, nie… Nie… Scarlet, czy ty nie chciałaś mnie przypadkiem pogodzić z tym gumochłonem?
- Nie, oczywiście, że nie. Ja….
- Chciałaś! Chciałaś! Ale przecież obiecywałaś, że nie będziesz… Obiecywałaś!
- Och, przestań. Ja nie mogę już znieść tego, że ciągle się kłócicie! Już mam dość!
- A więc jednak! – I pobiegła do dormitorium zabierając ze sobą wszystkie swoje rzeczy. Wszyscy zwrócili na nią swój wzrok, a ona tylko krzyknęła I co się tak gapicie??, a uczniowie wrócili do swoich zajęć.

- Co jej? – Spytał Syriusz wciąż patrząc zdumiony na drzwi od sypialni dziewcząt, w których zniknęła Ruda. Uśmiechnął się, wiedząc, że jest obserwowany, a uśmiech dodawał mu uroku. Jak każdemu.
- Rozstała się z Frankiem, później denerwował ją James, teraz dowiedziała się, że to my chcieliśmy ich pogodzić… No wiesz, to jest Lily. – Odparła Scarlet i podciągnęła nogi pod siebie tak, aby było jej wygodnie na fotelu.
- Serio?
- Taaa… to potrafi przybić kobietę.
- A skąd TY to wiesz?? – Zapytał z powagą Potter, wtrącając się do konwersacji Syriusza i Stokrotki.
- Hm… No jakby Ci tu powiedzieć… A więc, po wielu badaniach i wglądów w lustro doszłam do wniosku, że jestem jedną z nich.
- WOW. Nie wiedziałem… - Powiedział Rogacz i roześmiał się zaraźliwie, więc, jak już zapewne się domyślacie, osoby w jego otoczeniu również przejęło ten śmiech i wszystkim zrobiło się lżej na sercu. Chyba…
- Wiecie, co? – Spytała Scarlet
- No, wal, kobieto. – Powiedział przymilnie Black
- Jesteście najlepszymi kolesiami pod słońcem.
- No, wreszcie się do nas przyznałaś. – Powiedział z powagą Remus wyglądając zza książki.
-Tak, ale nie musicie powtarzać tego wszystkim po kolei.

Za oknem chmury posuwane przez chłodny wiatr przybierały różne kształty zapowiadając deszcz. Nie było to jednak nic nowego. On kilku tygodni deszcz siąpił i lał każdego dnia nieprzerwanie. Wszyscy uczniowie już się do tego przyzwyczaili. Jednak wyjątkiem od tej reguły była osoba, która teraz siedziała podkulona na parapecie. Miała na sobie niebieską bluzkę z białymi rękawami i czarne jeansy. Rude włosy opadały jej na twarz osłaniając zielone oczy. Zabawnie marszczyła czoło w skupieniu, próbując łapać myśli, które okrążały jej głowę z prędkością światła. Nie potrafiła bezczynnie siedzieć, czekać na bieg wydarzeń i zrządzenia losu. Lubiła brać przyszłość w swoje ręce i była w tym naprawdę dobra do czasu, gdy w jej życie nie weszła pewna osoba. Krótko mówiąc, dzisiejszym tematem myśli był James Potter, który wtargnął ciężkimi buciorami w jej życie i nie miał zamiaru się z niego wynosić.
Patrzyła w okno, szukając sposobu na tymczasowe odsunięcie się od teraźniejszości, od przyjaciół i znajomych. Chciała być sama, tak, jak w innych przełomowych momentach jej życia. Targana przez uczucia postanowiła pójść do łazienki i wziąć porządną kąpiel, dopóki współlokatorek jeszcze nie ma w sypialni. Jak pomyślała, tak zrobiła.
Weszła do łazienki ściskając w rękach kosmetyczkę, ręcznik i piżamę. Szlafrok jak zawsze wisiał na jednym z wieszaków czekając, jak ktoś nareszcie go nałoży. Dziewczyna bardzo go lubiła. Zdjęła ubranie, położyła je na krześle i popatrzyła na zbiór olejków obok wanny. Po jednominutowym namyśle postanowiła wybrać ten waniliowy i wlała kilka kropel do letniej wody. Zanurzyła się w wodzie i poczuła, że jej myśli odpływają daleko…..

Obudziła się godzinę później i dotarło do niej, dlaczego się obudziła. Wściekłe walenie w drzwi i wrzaski: siedzisz w łazience już godzinę! Co ty tam robisz? Umarłaś?. Dziewczęta, zwane potocznie jej przyjaciółkami, postanowiły sprawdzić swoją tezę, czy Ruda przypadkiem nie umarła i wpadły z głośnym trzaskiem do łazienki. Otoczone przez lekką mgiełkę pary wodnej o zapachu wanilii spojrzały na wannę, skąd przyglądała się im nieco oszołomiona siedemnastolatka( miała urodziny w Wigilię). Po pięciu minutach wpatrywania się w siebie zrozumiały komiczność sytuacji i razem wszystkie osoby w pomieszczeniu wybuchnęły głośnym śmiechem.
- Czy ja mogę się dowiedzieć, co wy robicie w łazience? Czy mogę się ubrać, czy jednak wolicie tak tu stać? – Spytała Lily uśmiechając się i ciesząc się w duchu, że piana na wodzie jeszcze jest.
- Eeee… My… No… Ten-tego… Bo my…. – Zaczęła mówić cicho Violet. Szybko się jednak dziewczyna zaczerwieniła, zauważając, że się jąka.
- Martwiłyśmy się o ciebie. Wpadłaś do sypialni z prędkością dźwięku i potem nie widziałyśmy cię przez całe półtorej godziny! Myślałyśmy, że sobie coś zrobiłaś! – Krzyknęła rozbawiona Scarlet i usiadła na stołku odsuwając nieci ubrania Rudej. – Fajnie się tu urządziłaś.
- Hm… Dzięki. Możecie wyjść? Chcę dokończyć moją kąpiel! – I wyszły, a ruda dziewczyna wyszła z wanny. Zamknęła drzwi na zamek i wytarła się niebieskim ręcznikiem. Spojrzała w lustro i uśmiechnęła się. Od wody pomarszczyły jej się nie tylko palce, ale i uda, brzuch oraz miejsca na twarzy. Tak, jakby miała zmarszczki. A nie ma.

- Hm… A gdybym zamienił się miejscami ze Scarlet, mógłbym wtedy obserwować Rudą cały dzień! – Krzyknął James, którego napadł znowu kosmiczny pomysł. Była druga nad ranem.
- Taaaaak[ziewnięcie]… A możeeeeeee[ziewnięcie] poszlibyśmy już spaaaaaaaaać[ziewnięcie]? – Spytał Remus nie kryjąc zmęczenia. Z podręcznikiem w dłoni patrzyła na Jamesa podkrążonymi oczyma. Nie mógł zasnąć.
- Jak chcesz, to idź w ślady Glizdka. On już nawet chrapie. – Roześmiał się Rogacz czekając na swoje wejście do łazienki.
- Dobra. W takim razie dobranoc. – Odłożył podręcznik na szafkę nocną obok łóżka, zgasił lampę znajdującą się w pobliżu i usnął.

komentarze [8]

4. Pogodzić w tajemnicy jest dla huncwotów nie lada zadaniem! >> środa, 9 kwietnia 2008 13:43:55
Najpierw wierszyk autorstwa neji-tenten(kliknij na linka w ulubionych),później notka. Mam nadzieję, że się spodoba.
Dedykacja dla Mai, która ma dziś imieniny. Sto lat!

Notki na tym blogu są,
Jak róże pokryte lodową krą.
Są jak piękne kwiecie
Przy całym świecie:
Piękne i skromne,
Ja o nich nie zapomnę,
Świetne i ciekawe,
Zasługujące na sławę.
Notki te są jak blask Słońca
Świecący bez końca,
Jak fale morza,
Polarna zorza,
Śpiew ptaków,
Krzyki pisklaków,
Muzyka cicha,
Stajenka licha,
Ognia płomień,
Światła promień.


**************************************

Za oknami prószył śnieg, powoli oblepiając parapet. Pokój Wspólny Gryffindoru był ustrojony bombkami, łańcuchami i innymi świątecznymi gadżetami. Wszyscy 6-klasiści zebrali się na kanapach. Marie, Violet i Margaret wyjechały więc było miejsca dla wszystkich.
- Wow, Lily! Ładna bluza! – Krzyknął Syriusz
- Dzięki, to od rodziców. Na urodz…..
- Urodziny? Dlaczego nic nam nie powiedziałaś?
- Eeee…. Wcale nie na urodziny, tylko na ulubione święta. Przecież nie spędzam ich w domu jak co roku!
- Kłamanie nigdy ci nie wychodziło, Ruda! – I w ręku Jamesa pojawił się bukiet złożony z szesnastu ognistych róż. – Wszystkiego najlepszego!
- Fajna data urodzin… Liliann Evans urodzona 24 grudnia 1960 roku w…..
- W Londynie.
- Na ulicy……
- Spinner’s End….
- Numer….
- A tego już nie powiem, bo jeszcze będziecie mnie nachodzić.
-Numer……
- Nie powiem!
-Numer…..
- UH! Głuchy jesteś, Black? Nie powiem Ci! – I właśnie w tym momencie została złapana za nadgarstki i zmuszona do powiedzenia dokładnego adresu.
- Londyn, Spinner’s End numer 59. Już?
- Tak. –Powiedział Black. – Rogacz, zapisałeś?
- Oczywiście! – I wyciągnął karteczkę.
- Orz ty! – Dziewczyna wyciągnęła różdżkę, była dobra z zaklęć niewerbalnych, a papier zaczął się palić.
- Niezła akcja, Liluś. Ale mam jeszcze jedną kartkę. Schowaną.
- Nie Lilusiuj mi tu, Potter! Ja mam normalne imię! Lily!
- Lily…. – Potter spojrzał na nią, jakby dopasując imię do osoby.- Też ładnie, Liluś.
PLASK!
-Au! Nie w policzek!
- Nie Lilusiuj bo rzucę na ciebie klątwę.
- Ej, zaczynam się jej bać…. – Śmiech Syriusza niósł się po dormitorium. Spojrzał na zegarek. – W mordę jeża! Obiad! – I wszyscy zaczęli biec do Wielkiej Sali.


- Witam wszystkich na obiedzie….. – Drzwi od WS otworzył się i do środka wbiegło sześć osób. Usiedli do stołu. – Tych spóźnionych też witam. Razem z resztą waszych ukochanych nauczycieli doszliśmy do wniosku, że święta są czasem rodzinnym, więc proszę wszystkich uczniów o wstanie od stołów i podejście pod drzwi Wielkiej Sali.- Garstka uczniów, którzy zostali w Hogwardzie wypełniła polecenie. Dyrektor machnął różdżką raz i zniknęły stoły. Machnął nią drugi raz a na środku pojawił się stół dla uczniów i nauczycieli. Klasnął w dłonie, a na stole pojawiły się potrawy. – Smacznego!

- Ej, Lil! Czy to nie Frankie?- Syriusz trącił łokciem Pottera, a Lily spojrzała na niego ze złością. Wybiegła z Wielkiej Sali odprowadzana wzrokiem zdezorientowanych huncwotów.
- Co jej?
- Frankie, jak go nazwałeś, już nie jest chłopakiem Rudej. Zerwali ze sobą, a ona teraz bardzo to przeżywa… - Odparła Scarlet gryząc tosta.- Nie dogryzajcie jej jeszcze bardziej, dobrze? Bo wtedy z naszego przekrętu nici.
- Jakiego przekrętu? – W ich stronę odwrócił się Poczochraniec, przerywając zalecanie się do wszystkich dziewcząt ze szkoły.
-Eeeee… To ty nie wiesz, że Ruda chce ci wywinąć kawał? Chyba wszyscy to wiedzą! – Uratował ich Remus.
- Serio?
- Tak. Zamierza oblać cię wodą równo o 12.00 w Sylwestra. Niezłe, nie? I nawet nie będzie potrzebowała wiadra!
- No ha ha. Bardzo śmieszne. Wcale nie dam się nabrać!
- Zobaczymy!


-Peter odciągnął Jamesa, a Scarlet Lily. Teraz my wkraczamy do akcji.- Powiedział Syriusz i razem z Remusem pobiegli do sypialni dziewcząt(jak to huncwoci oczywiście udało im się tam wejść) i zamknęli za sobą drzwi. Wyciągnęli różdżki, by zaczarować łóżka. Zaczarowali szafę Lilki i rzucili na okna zaklęcie( żeby się nie zepsuło).
- Koniec. Wychodzimy.

Obejrzeli fajerwerki i Lily poszła do sypialni. Rzekomo była zmęczona. Następnie chłopcy podkusili Jamesa by poszedł za nią. Dał się namówić i poszedł. Chłopcy zamknęli drzwi i rzucili na nie zaklęcie niewidzialności.
- Muszą się pogodzić!

- Witaj, Lily! Szczęśliwego Nowego 1977 Roku!
- Co ty tu robisz?
- Kazali mi tu przyjść? Mogę zrobić coś, abyś była szczęśliwa?
- Już wychodzisz? – Zapytała Ruda z nadzieją, ale Rogacz tylko wykrzywił twarz w uśmiechu ukazując rząd białych zębów.
- Lubisz żartować, kochanie?
PLASK
- Nie, Potter, nie lubię. Chciałeś mnie uszczęśliwić, więc wychodzisz, tak??
- Nie, nie… Jak widzisz nie mogę. Nie wiem, gdzie są drzwi. Oni chyba chcą, byśmy się pogodzili.
- Spadaj, Potter. Mi bardzo podoba się to rozwiązanie, które jest teraz. Umiesz latać, prawda? Przywołaj zaklęciem swoją miotłę, idioto, i spadaj!
- No dobra, ale najpierw muszę rozwalić okno. Bombarda!- Ale nic się nie wydarzyło.- No dobra, spróbujmy inaczej. Bombarda Maxima! Dlaczego nie wychodzi?
- Bo jesteś wielkim głąbem, Potter. Przecież to widać, że zaczarowali okno. Nie da się go otworzyć w żaden sposób. Chyba musisz tu zostać. – Dodała ze smutkiem. – No dobra. Idę do łazienki, a później ma cię tu nie być.
Gdy wyszła, zauważyła Pottera ciągle stojącego w tym samym miejscu.
- Miało cię tu nie być.
- No wiem… Ale czy my naprawdę nie możemy się pogodzić?
- Patrz mi na usta, Potter : NIGDY SIĘ NIE POGODZIMY!!!
-Ale….
- Spadaj, Potter. Idę spać, a ty daj mi spokój. – I weszła do swojego łóżka.
- Jak chcesz. Jakby co, ja będę na łóżku przy drzwiach. – Starał się wejść do łóżka Violet, ale mu się nie udało. Jak tylko położył nogę na łóżku, noga natychmiast zostawała opluta przez łóżko. Lily wprost skręcała się ze śmiechu, a James zaczął wrzeszczeć.
- JAAAA CHCEEEEEEEEEEEEEEEEEEE IŚĆ SPAAAAAAAAAAAAAAAAĆ!!!!!!!!!! – Darł się, kiedy każde z łóżek go opluło. – Chyba wiem, o co chodzi. Oni chcą, żebyśmy spali razem.- Nastąpiła minuta ciszy. A później Ruda wybuchła śmiechem, poczym zmierzyła Rogacza wściekłym wzrokiem/
- Chyba żartujesz. Masz jeszcze podłogę, no i wannę.
- Ty żartujesz. Dziś śpimy razem.
- Nie ma mowy. – Ale Potter i tak władował się jej do łóżka. Wyrywała się, ale to nic nie dało. Końcowy wynik prezentował się tak: Poczochraniec siedział okrakiem na kolanach Lily trzymając ją jedną ręką za szczupłe nadgarstki, a drugą ręką zasłaniając usta.
- Posłuchasz mnie uważnie, bo mam ci coś do powiedzenia.- Nie zdejmował ręki z jej ust, tak, dla pewności. – Podobasz mi się już od pierwszej klasy. Do trzeciej klasy chciałem umówić się z tobą, bo chciałem zaliczyć wszystkie panny w Hogwardzie. Ale teraz liczysz się tylko ty. Kocham cię, naprawdę. – I teraz już zdjął rękę z jej ust, puścił nadgarstki, ale wyswobodzona Ruda i tak zaniemówiła. W końcu odezwała się.
- James, złaź. Gnieciesz mi nogi.- James! Nareszcie przypomniała sobie jego imię!
- Już, schodzę. – Usiadł obok niej i spojrzał głęboko w oczy.-Jesteś piękna, wiesz?
-Nie.
-Tak.
- Nie.
-Tak.
-NIE!
-TAK!
-NIE!
-TAK!
- Densauego!
- Lily! Moje piękne ząbki! One są wielkie!
- Nie jestem piękna i kropka.
- Hm… Jak tak twierdzisz, to nie będę cię wyprowadzać z tego błędu. Znasz moje zdanie. – I skierował różdżkę w stronę niewidzialnych drzwi.
- Bombarda Maxima!
W drzwiach zrobiła się duża dziura, i James wyszedł z Ddz.
- Potter, a kto to naprawi, co??
- Jak nazwiesz mnie po imieniu, to ja to naprawię.
- James, napraw to, ale już!- I dziury już nie było…

- Nie wiem, jak to zrobiliście, ale jesteście wielcy! – Krzyknęła Scarlet do huncwotów dzień( a raczej nie całą noc) później.
- Serio?- Zapytał zadowolony Syriusz i uśmiechnął się szelmowsko.- Huncwot wszystko może, nie?
- Nie byłabym taka pewna… A wracając do Lily… Przestała mówić do Poczochrańca Potter i teraz mówi o nim po imieniu!
- WOW. To naprawdę wielkie osiągnięcie!
-Taaak… A wiecie, że James rozwalił nam ścianę? – I zaczęła opowiadać, jak to było. Wiedziała, co robili, bo była schowana pod peleryną-niewidką. Chciała się upewnić, że do niczego nie dojdzie. Potter potrafi być naprawdę czarujący, jeśli tego oczywiście chce…..


komentarze [1]

3. Zrywać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej... >> niedziela, 30 marca 2008 19:45:54
Witam. Powinnam dodać notkę dopiero jutro, ale coś mnie podkusiło( czy to może nie myśl, że chcecie przeczytać moją notkę??) i dodałam. Poprostu.
Notka dedykowana Agnieszce, która na początku kwietnia obchodzi osiemnaste urodziny.
A teraz czytajcie!
**********************

- Lily, czy ty jesteś tego pewna? – Scarlet siedząc na łóżku przyglądała się Rudej. Ta szykowała się do pójścia na ostatnią randkę z Frankiem Bannon’em. Chciała z nim zerwać. Nie kochała go, nie była pewna czy go nawet lubi.
- Tak jestem pewna. Jestem pewna, że jestem pewna.
- Hm…. W takim razie życzę ci powodzenia na tejrandce…..- I uśmiechnęła się kpiąco.
- No wiesz co? Jak możesz mi nie wierzyć?
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo się uśmiechasz! Ty coś kręcisz, prawda?
- Nieprawda! To, że od czasu do czasu otworzę usta do huncwotów, nie znaczy, że zaraz mam coś kręcić!
- Taaa…. Jasne.
- Wiesz, co? Ty już idź na tę piekielną randkę, bo przez tego Bannon’a zrobiłaś się jakaś taka dziwna…….
- Jak mnie wyganiasz, to idę! – I wyszła.

Szła i szła, omijając korytarze szkolne. Dotarła w końcu do miejsca spotkania. Pokój Życzeń jak zwykle był gotowy na spotkanie Lily i Franka. Choćby na ostatnie spotkanie…. Otworzyła drzwi i przekroczyła ich próg. Pokój był jasny i pusty. Jedynym meblem był stolik i dwa krzesła, na stoliku były potrawy i kremowe piwo. Na jednym z krzeseł siedział Frank; rozpromieniony szatyn o niebieskich oczach. Na sobie miał szatę z naszywką Huffelpuffu. Prezentował się wspaniale.
- Witaj, Frankie. – Pocałowała go w policzek i natychmiast pożałowała z tego czynu. Miała z nim zerwać!
- Cześć, kochanie! – Przytrzymał ją i pocałował mocniej. Po pięciu minutach oderwali się od siebie, a Lily usiadła na drugim krześle.
- Co tam u ciebie słychać, Frankie?
- Jak na razie jakoś leci, Liluś. A jaktam w Gryffindorze?
- Okey…- I właśnie zorientowała się, że ich rozmowy od początku były jakieś takie…. sztywne….
- Coś cię trapi? – Zauważył dziwne zachowanie. Psiakrew!
- Nie, nic…..
- Na pewno?
- Naprawdę, wszystko w porządku.
- Przecież widzę! Mnie nie oszukasz…..
- No dobrze… Powiem ci, ale to nie będzie łatwe…
- Powiedz, jestem pewny, że ci ulży. – I na te słowa z oczu Lily zaczęły kapać łzy.
- Nie możemy dalej być razem…. Ja po prostu……. Ja…… Ja…… Ja już dalej nie mogę dawać ci złudnych nadziei…..
- Ale, Lily! Przecież…..
- Nie mów. Ja po prostu nie mogę tego dalej ciągnąć. Przepraszam. – Łzy płynęły i płynęły, więc Lily wyszła z Pokoju Życzeń.
- Lily! Wracaj! Na pewno wszystko się ułoży! Daj nam szansę! LILY!!!- Chłopak również wybiegł. Nie chciał skończyć z Lily. Jako jedyny ze szkoły nie oberwał od Pottera za to, że umówił się z Lilką. Był wybrańcem. Był tego pewien.

Stokrotka popatrzyła na swoją przyjaciółkę. Z daleka, bo bała się podejść bliżej. Patrzyła, jak po policzkach Rudej spływają łzy, jak wpatruje się w głębię jeziora. Pokonała strach, podeszła do dziewczyny i objęła ją.
- Jak się czujesz?
- Na razie nie pytaj….. – Nie odwracała wzroku znad jeziora.
- No dobra, ale jak chcesz się wyżalić, to wal jak w mur. – I nagle poczuła, jak jej przyjaciółka obejmuje ją, a po jej szyi płyną łzy.
- Ja…. Ja….. Ja go…… Ja go chyba kochałam……..
- Lil! Już dobrze….. Wiem, że powinnam teraz mówić jak babcia dobra rada, ale nie będę. Po prostu powiem:A nie mówiłam?? Miałaś być ostrożna!
- Ale….. S-S-Scarlet….Ja…Ja wtedy nie wiedziałam….Nie wyczułam tej miłości! Stokrotko, pomóż….
- Kochanie…. Nie martw się…. Zobaczysz, będzie lepiej…
- Na pewno?
- Tak! Zobacz, ile tutaj facetów! Każdy z nich jest wspaniały na swój sposób. Nawet Potter. Jeśli chcesz podnieść samopoczucie zaraz go zawołam i dostaniesz tyle komplementów, aż ci się zrobi niedobrze!
- Nawet się nie waż wołać Pottera!- I jak na złość niechciany osobnik płci przeciwnej zjawił się tuż obok.
- Wołałaś mnie, kochanie?
- Spadaj, Potter.
- James, powiedz jej coś miłego, bo jest w złym nastroju! – Wtrąciła Scarlet
- Lily, kochanie, jesteś najpiękniejszą osobą na świecie. Pięknie ci w rudych włosach, a zielone oczy dodają ci blasku. Jesteś tak wspaniałą osobą, że nie zwracam uwagi na to, jak mówisz, żebym się odwalił! Jesteś kochana, przemiła, piękna, radosna, moja…..
- Potter! Przegiąłeś! Spadaj! – Ruda popatrzyła na niego z rozbawieniem. Jego oczy są naprawdę ładne… Nie! Przecież to Potter!
- Ale, Kotku! Przecież jesteś w złym nastroju!
- To go nie pogarszaj! – Wstała z parapetu i poszła do Ddz.

W tym samym czasie, w dormitorium chłopców:
-Ej… Remusie! – Syriusz podszedł do łóżka Lunatyka i usiadł na nim(na łóżku oczywiście).
- Co?
- No bo ja mam pomysł. Zrobimy tak, że James i Evans wreszcie będą razem. Nie mam już siły znosić wykładów Jamesa, że on jest brzydki, głupi itp., Po prostu mam dość. Wchodzisz w to?
- Jasne! Dobra… To ja mam już pomysł. Zrobimy to w sylwestra. Marie, Violet i Margaret wyjeżdżają. Ze Scarlet coś się zrobi…. Miejmy nadzieję, że Glizdek nie nakapuje…. – Nagle drzwi od Dch otworzyły się.
-Ciiicho! James wchodzi! – Jednak to nie był James. To była Scarlet.

-Chłopcy! Ja chcę ich w końcu pogodzić! James wyszedł z PW i powiedział, że idzie polatać na miotle. Musimy coś wymyśleć, aby ich ze sobą styknąć. Wiem, że Lily coś do niego czuje, ale nie chce się do tego przyznać. A James swojej miłości nawet nie ukrywa. To jak?
- Stara, czytasz nam w myślach….

**********************
Czy wyjdzie im pogodzenie Jamesa i Lily? Jak im miną święta? Czy Sylwester będzie udany? WSZYSTKO W NASTĘPNEJ NOTCE!


komentarze [5]




Szablon wykonała Elarie

Przeszło tędy ludzi

Księga
*Wpisz * Patrz*

O Mnie

O mnie
Dodaj do ulubionych

Minione chwile
2008
luty (3)
marzec (3)
kwiecień (3)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (2)
październik (1)

2009
styczeń (2)



Linki


Ci co najlepsi
hermiona-harry-ronveritaserum-hprogacz-i-ruda

Stowarzyszenia




Szablon wykonała Elarie